13 XI 12
Najdro¿sza, Najdro¿sza! Je¶li tyle jest dobroci na ¶wiecie,
to nie trzeba siê baæ, nie trzeba byæ niespokojnym. Twój list
nadszed³ - siedzia³em u swego szefa i omawiali¶my
ubezpieczenia w kopalniach skaleni - wtedy chwyci³em
ten list znowu z tym samym co przedtem dr¿eniem r±k
i patrzy³em na szefa jak na jak±¶ zjawê. Ale zaledwie
przeczyta³em go dwa lub trzy razy, by³em ju¿ tak spokojny,
jak sobie tego od dawna ¿yczy³em i o co siê trzy dni temu
modli³em w nocy. Twoja koperta - (to jest nieprawid³owo,
powinno byæ napisane: koperta, ale "Ty" i "Twój" chc± byæ
wci±¿ na widoku) - koperta ze swoimi s³owami
uspokajaj±cymi nie mog³a tego sprawiæ, odczyta³em je bowiem
dopiero pó¼niej, a to, co by³o w li¶cie, powinno by³o
wszak¿e mn± wstrz±sn±æ, bo im wiêcej siê otrzymuje,
tym bardziej trzeba siê baæ na tej nieustannie obracaj±cej siê
ziemi - a wiêc tylko owo "Ty" mog³o byæ tym, co mnie
uwiêzi³o, owo "Ty", za które dziêkujê Ci na klêczkach,
bo na mnie je wymusi³ niepokój o Ciebie, a teraz Ty mi je
spokojnie oddajesz.
Moja Ty najukochañsza! Czy mogê byæ teraz Ciebie pewny?
S³owo "Pani" ¶lizga siê jak na ³y¿wach, w przerwie miêdzy
dwoma listami mo¿e znikn±æ, trzeba je ¶cigaæ listami
i my¶lami rano, wieczorem, w nocy, natomiast s³owo "Ty"
wszak¿e trwa, jest tutaj, tak jak Twój list, który siê nie rusza
i pozwala, bym go ca³owa³, raz i drugi, i jeszcze. Có¿ to za
s³owo! Nic innego nie mog³oby spajaæ dwojga ludzi tak bez
¿adnej szczeliny, zw³aszcza gdy nie maj± oni nic, prócz s³ów,
tak jak my dwoje.
By³em dzi¶ cz³owiekiem najspokojniejszym w ca³ym biurze,
tak spokojnym, jak tylko mo¿e od siebie wymagaæ kto¶
najbardziej surowy po takim tygodniu jak ten ostatni. Jeszcze
Ci o nim opowiem. I wyobra¼ sobie, dobrze nawet wygl±dam,
w biurze jest zawsze kilka osób, dla których codzienne
badanie mojego wygl±du sta³o siê zawodem. One wiêc
to powiedzia³y. Nie spieszy³em siê, ¿eby Ci odpisaæ (zreszt±
dzi¶ by³o to zupe³nie niemo¿liwe), ale nie by³o we mnie ani
jednego drgnienia które by bez przerwy nie odpowiada³o Ci
i nie dziêkowa³o.
Najdro¿sza, Najdro¿sza! To s³owo najchêtniej bym
wypisywa³ raz za razem przez ca³e stronice, gdybym siê nie
ba³, ¿e nie da³oby siê ukryæ to, co czytasz, je¶liby kto¶
wszed³ do Twego pokoju w momencie, gdy by³aby¶ zajêta
studiowaniem stronic jednostajnie zapisanych. Wczoraj
napisa³em do Ciebie tylko kilka linijek, otrzymasz je dopiero
w niedzielê. By³oby uci±¿liwe, gdybym chcia³ je teraz
wycofaæ, ale nie jest to te¿ potrzebne; wspominam o tym
tylko dlatego, ¿eby¶ siê niepotrzebnie nie zdziwi³a - wprawiaæ
Ciê w zdziwienie, tego rzeczywi¶cie dotychczas
nie zaniedbywa³em - jest to kilka linijek bez dary,
nag³ówka i podpisu, a chcia³y one w tej ¿a³osnej niepewno¶ci
próbowaæ Ciebie odzyskaæ. Spójrz na nie ¿yczliwie!
15 XI 12
Ty, owo "Ty" nie jest jednak tak± pomoc±, jak my¶la³em.
I dzisiaj, a wiêc ju¿ nastêpnego dnia, zawodzi. Powinienem
wszak¿e móc byæ spokojnym i có¿ mog³oby byæ bardziej
wyt³umaczalne jak to, ¿e dzisiaj nie bêdê mia³ listu. Ale có¿
ja robiê? Biegam po korytarzach, ka¿demu wo¼nemu patrzê
na rêce, wydajê niepotrzebne polecenia tylko po to, ¿eby móc
kogo¶ pos³aæ specjalnie na dó³ do poczty (bo ja jestem
na czwartym piêtrze, nadchodz±ca poczta jest rozdzielana
na dole, nasi listonosze s± niepunktualni, poza tym mamy
wybory zarz±du, korespondencja nadchodz±ca jest olbrzymia
i zanim w stercie g³upstw odnajdzie siê list od Ciebie,
ja na górze mogê umrzeæ z niecierpliwo¶ci), w koñcu
nie dowierzaj±c ca³emu ¶wiatu, sam zbiegam na dó³
i oczywi¶cie nic nie znajdujê, bo gdyby co¶ nadesz³o,
zosta³oby mi dorêczone tak szybko, jak tylko jest to mo¿liwe,
poniewa¿ trzy osoby zobowi±za³y siê wobec mnie,
¿e Twoje listy bêd± mi przynosiæ na górê przed wszelk±
inn± poczt± (...).
17 XI 12
Ukochana, Najukochañsza, ja, ca³kiem i doszczêtnie potêpiony,
mogê siê wiêc poszczyciæ, ¿em z Ciebie zdrowej uczyni³
chor±. Oszczêdzaj siê, pos³uchaj mnie, oszczêdzaj siê, to, com