
|
Ju¿ siê ¿ycie gor±ce ku zmierzchowi sk³ania, To m³odo¶æ — mi³o¶ci pora, Krótki czas dzieli wino od dni winobrania, ¦wit od wieczora.
Spraw, i¿by kwietnej woni z dniem ka¿dym przyby³o ¦ród roztañczonej fali, Kochaj nadziejê, dumê, wysi³ek — wiêc mi³o¶æ — To ciê ocali.
Ile¿ ju¿ serc w pochodzie usz³o nieustannym Tam, gdzie wieczna samotno¶æ, Nie wiedz±c, co to znaczy miód i wiatr poranny W chwilê ulotn±.
Ile¿ tam istot ludzkich, drzewu s± podobne, Kiedy usycha, One nie smakowa³y ¿ycia, kiedy zdobne I w krzyk, i w cicho¶æ.
Nie rozsia³y po ¶wiecie istnieñ swych, jak z³ota, Choæ mia³y pe³ne rêce, Teraz zasnê³y smutne, a wieczna têsknota Tam, i nic wiêcej.
Ty ¿yj i twe pragnienia rozrzuæ niezliczone W dreszczu ekstazy, Kochaj, chêtny mi³o¶ciom, niechaj z ciebie one Czerpi± jak z wazy.
Gorycz upojeñ dzikich z ¿yciem toczy bój, Spraw, by, co martwe, o¿y³o, Niech na twych ustach ¶piewa niby pszczeli rój Rado¶æ i mi³o¶æ.
A potem patrz bez ¿alu, jak zdradza ciê wszystko ¦nione w marzeniach, Rzucaj±c serce twe, jak na ur±gowisko, Gdzie¶ w stronê cienia. Prze³o¿y³a
|
Copyright © 1999-2008 • MI£OSNE•INFO • Wiersze, wierszyki i mi³o¶æ