
|
Spotkanie siê pana Tadeusza z Telimen± w ¦wi±tyni Dumania i zgoda u³atwiona za po¶rednictwem mrówek
Tak i Tadeusz ci±gn±³ za sob± zgryzoty, Suwaj±c siê przez rowy i skacz±c przez p³oty, Bez celu i bez drogi. A¿ niema³o czasu Nab³±kawszy siê, w koñcu wszed³ w g³êbinê lasu I trafi³, czy umy¶lnie, czyli te¿ przypadkiem Na wzgórek, co byt wczora szczê¶cia jego ¶wiadkiem, Gdzie dosta³ ów bilecik, zadatek kochania, Miejsce, jak wiemy, zwane ¦wi±tyni± Dumania. Gdy okiem wko³o rzuca, postrzega: to ona! Telimena samotna, w my¶lach pogr±¿ona, Od wczorajszej postaci± i strojem odmienna, W bieli¼nie, na kamieniu, sama jak kamienna; Twarz schylona w otwarte utuli³a d³onie, Choæ nie s³yszy sz³ochania, znaæ, ¿e we ³zach tonie. Daremnie siê broni³o serce Tadeusza: Ulitowa³ siê, uczu³, ¿e go ¿al porusza, D³ugo pogl±da³ niemy, ukryty za drzewem, Na koniec westchn±³ i rzek³ sam do siebie z gniewem: "G³upi! có¿ ona winna, ¿e siê ja pomyli³!" Wiêc zwolna g³owê ku niej zza drzewa wychyli³. Gdy nagle Telimena zrywa siê z siedzenia, Rzuca siê w prawo, w lewo, skacze skró¶ strumienia, Rozkrzy¿owana, z w³osem rozpuszczonym, blada, Pêdzi w las, podskakuje, przyklêka , upada I nie mog±c ju¿ powstaæ, krêci siê po darni, Widaæ z jej mchów, w jakiej strasznej jest mêczarni; Chwyta siê za pier¶, szyjê, stopy, kolana; Skoczy³ Tadeusz my¶l±c, ¿e jest pomieszana Lub ma wielk± chorobê. Lecz z innej przyczyny Pochodzi³y te ruchy. U bliskiej brzeziny By³o wielkie mrowisko, owad gospodarny Snu³ siê woko³o po trawie, ruchawy i czarny; Nie wiedzieæ, czy z potrzeby, czy z upodobania, Lubi³ szczególnie zwiedzaæ ¦wi±tyniê Dumania; Od sto³ecznego wzgórka a¿ po ¼ród³a brzegi Wydepta³ drogê, któr± wiód³ swe szeregi. Nieszczê¶ciem Telimena siedzia³a ¶ród dró¿ki; Mrówki, znêcone blaskiem bieluchnej poñczoszki, Wbieg³y, gêsto zaczê³y ³askotaæ i k±saæ, Telimena musia³a uciekaæ, otrz±saæ, Na koniec na murawie si±¶æ i owad ³owiæ. Nie móg³ jej swej pomocy Tadeusz odmówiæ. Oczyszczaj±c sukienkê, a¿ do nóg siê zni¿y³, Usta trafem ku skroniom Telimeny zbli¿y³... "Co pan robi? nie mo¿na! niech pan mrówki ³owi! Panowie tylko prosiæ s± zawsze gotowi, A mnie tu mrówki gryz±". "Gdzie?" "Ko³o kolana". Tadeusz rêk± siêgn±³ — ju¿ mrówka z³apana. "Czy jeszcze?""Pan siê pyta a mrówki zuchwa³e Coraz to wy¿ej id±!" Za poñczoszki bia³e Siêgaæ musia³ tym razem bohater szczê¶liwy, ¯e jednak krew nie woda, majtki nie pokrzywy, Tadeusz siêgn±³ wy¿ej, gdzie w cieniu ukryte Rosn± wstydliwe w³osy w pier¶cienie spowite. Telimena sykn±wszy pad³a na murawê. Tadeusz porzuciwszy na mrówki ob³awê, Otoczy³ j± ramieniem, ku sobie przycisn±³, Ogieñ tajemnych pragnieñ w oczach jego b³ysn±³, Ustami ust jej szuka³ — znalaz³szy, w zapale Rozpalonymi wargi mia¿d¿y³ je zuchwale. Telimena na razie, ¶mia³o¶ci± zdumiona, Odepchn±æ zaraz chcia³a m³odzieñca ramiona Si³ jednak i oddechu w piersiach jej nie sta³o: Dreszcz rozkoszy znienacka obj±³ ca³e cia³o, Ubezw³adni³ jej cz³onki, rzuci³ krew do twarzy. A widz±c, ¿e Tadeusz na wszystko siê wa¿y, Uleg³a. Lecz, ¿e wiele do¶wiadczenia mia³a: "Ach!jeszcze kto zobaczy" — z cicha wyszepta³a. I sp³oszona a dr¿±ca, na wpó³ pomieszana, Miêdzy omdla³e nogi wpu¶ci³a m³odziana, Odrzuciwszy falbany jednym ¶mia³ym ruchem. Jak klin, kiedy go z wierzchu uderza obuchem, Tak siê wbi³ pan Tadeusz bez pomocy rêki W ukryte w cieniu spódnic Telimeny wdziêki; A czuj±c, ¿e jej piersi wznosz± siê jak fala, Wzrok namiêtny krew m³od± w ¿y³ach mu rozpala; Nie cofa siê, lecz d±¿y bez zastanowienia Do miejsca, które zwie siê sza³em zapomnienia. |
Copyright © 1999-2008 • MI£OSNE•INFO • Wiersze, wierszyki i mi³o¶æ