
|
O smukła wici, kibici, ócz obłąkanie! Kędziory bujne, potrójne pętle w arkanie! Źrenic twych błyski: pociski! Rana przy ranie! Wargi jak sama krew, brew jak strzała w kołczanie! Tarczo miesiąca, mieniąca się w Gulistanie!
Oczy jej nocą migocą jak ty, narcyzie! Pukiel się wije jak żmije. Strzeż się: ugryzie! Muszka, czarnuszka pod okiem — trzyma mnie w ryzie. Para pomarańcz wciąż mgli się w sennym kaprysie. Śpiewam, choć gorycz się pieni w mym roztruchanie!
Topolo giętka jak wędka, strzelista wici! Palce masz wiotkie, lecz każdy za serce chwyci. Rzadko się widzi i we śnie ten wzór kibici! Byliśmy w raju tej chwili, wśród drzew ukryci. Ninie pustynie przemierzam, mgłę i rozstanie.
Daj ustom pąk róży musnąć ... słodka nagroda! Oczom daj zaznać ochoczym spotkań w ogrodach!. Serce się dręczy w obręczy... wszędy przeszkoda! Porzucić skarb taki przecie, jedyny w świecie — szkoda. Dom twój jak twierdza, o serca mego tyranie!
Ja cierpię! Jak sierp miesiąca moje oblicze ... Przepaści brzegu, pogrzebu wciąż sobie życzę... Niechaj mi sprzyja — lub spija równe gorycze! Ziemi mnie wreszcie powierzcie! w obiedzie krzyczę. Wicher mnie wzywa, porywa w nocy otchłanie! Przełożył Jerzy Litwiniuk
|
Copyright © 1999-2008 • MIŁOSNE•INFO • Wiersze, wierszyki i miłość