
|
Dobiega godzina siedemnasta Mê¿czyzna wróci³ z biura i sposobi siê na spotkanie z podbrzuszem Kobiety
wchodzi pod prysznic goli zarost twarzy maszynk± elekktryczn± marki "Braun" kiedy odleg³a od niego o dwa kilometry Kobieta niczym satelita szpiegowski czyta mapê swojej twarzy i szyi: osiem zmarszczek pog³êbi³o siê dwie nowe zarysowa³y w ostatnim miesi±cu godziny biurowe niestety Mê¿czyzna nie po¿±da jej dostatecznie mocno w ciemno¶ciach oczywi¶cie istotne s± tu dotyk smak i zapach jednak zmys³ wzroku gra w mê¿czy¼nie pierwsze skrzypce
godzina siedemnasta trzydzie¶ci osiem Mê¿czyzna koryguje w lustrze grymas u¶miechu (plomba w górnej lewej dwójce ¶wieci czarno przy nazbyt szczerym u¶miechu) stêpia pilnikiem paznokcie by nie zadrasn±æ nimi zawsze otwartej rany Kobiety która w tej chwili jest pianistk± graj±c± temat nadziei na klawiaturze twarzy perkusistk± wybijaj±c± panikê na tabli skóry lekarzem badaj±cym swoje piersi poddaj±c je testowi na sprê¿ysto¶æ wa¿±c na szalach d³oni owe dwie po³ówki (jak On je nazywa) grejpfruta godzina osiemnasta Mê¿czyzna ogrzewaj±c d³oni± butelkê pod±¿a do Kobiety która w mgie³ce zapachów perfum kr±¿±c pomiêdzy ³azienk± i tapczanem wstrzymuje oddech i bicie serca by nie zag³uszyæ dzwonka u drzwi który nareszcie wype³nia mieszkanie tysi±cem l¶ni±cych pszczó³ Jeszcze modlitewne spojrzenie Kobiety w lustro: "Powiedz ¿e jestem najpiêkniejsza na ¶wiecie" i ju¿ szczêkniêcie zamka drzwi mysi pisk klamki i: "zaraz ciebie skonsumujê" mówi Mê¿czyzna "skonsumujê na surowo te melony" mruczy ugniataj±c palcami po¶ladki Kobiety "upiekê na ro¿nie i skonsumujê" dyszy rozpo¶cieraj±c nad Kobiet± ukrywane przed innymi urzêdnikami skrzyd³a poety skazanego przez ociemnia³y los na do¿ywotni± prozê ¿ycia na pchanie od lat tej samej taczki biurka po drodze niemo¿no¶ci od ósmej do piêtnastej "upiekê ciebie na ogniu mi³o¶ci" sapie "skonsumujê te szyneczki ten schabik" jêczy Mê¿czyzna do ucha Kobiety zachwyconej owymi przeno¶niami niczym zachodem s³oñca który równie¿ jest dzie³em autentycznego artysty
tak wschód i zachód s³oñca oraz akt mi³osny to najlepsze co stworzy³ pierwszy i najwiêkszy Alchemik Rze¼biarz Malarz i Poeta reszta to ju¿ tylko rama t³o i g³êbia
tylekroæ powtarzany wschód i zachód s³oñca ten si³± rzeczy banalny ju¿ numer Stwórcy za ka¿dym razem odczytujemy jednak na nowo jak i owe wytarte na miazgê zmiêdlone przez odwiecznych kochanków s³owa mi³osnych wyznañ
|
Copyright © 1999-2008 • MI£OSNE•INFO • Wiersze, wierszyki i mi³o¶æ