
|
O zmroku ciągle jesteś dla mnie uczennicą, Podlotkiem. Zima. Zachód jest leśnikiem W lesie godzin. Ja leżę, na zmierzchanie licząc. I oto — hej! Wołania i okrzyki.
A noc, a noc! To piekło, trwoga, dom nieszczęścia! Spróbuj przyjść, gdybyż ciebie tu przygnało! Ona — twój krok, twój ślub, twoje zamęście. I cięższa niż badania trybunału.
Pamiętasz? czy pamiętasz? Gromadą gołębic Leciały płatki piersią poprzez gwary. Wiatr żarłocznie je chwytał i hulaszczo kłębił, Z straganów wgniatał w śnieg na trotuary.
Ty przebiegałaś. Wicher niby dywan z boku Podtykał pod nas sanki o kryształy! Życie aż od pąsowych jaśniejąc obłoków W żarze zamieci niby krew chlustało!
Pamiętasz ruch? Te czasy? Kramarzy stłoczonych? Ścisk i stragany, chłodnych monet lśnienie? I tamtych dawnych przedświątecznych dzwonów Pamiętasz, czy pamiętasz to dudnienie?
Niestety, miłość! Wreszcie wypowiedzieć muszę! Czym cię zastąpić? Tranem? Może bromem? Patrząc jak oko końskie z ukosa, z poduszek, Wciąż bezsenności lękam się ogromnej.
O zmroku ciągle jesteś dla mnie maturzystką — Czyżyk, migrena, podręcznik, egzamin. Lecz nocą! Jak pić proszą, jak w gorączce błyszczą Oczy kapsułek i fiolek z lekami! Przełożyła
|
Copyright © 1999-2008 • MIŁOSNE•INFO • Wiersze, wierszyki i miłość