
|
By³ pokój... ot, zwyczajny miejski pokój ma³y, Tylko dziwnie weso³y... p±sowe w nim ¶ciany, Nie wiem, czyli z tych okien tak± jasno¶æ bra³y,
Co hen w dal wygl±da³y na ³±ki i ³any, Czyli mo¿e z jej oczu... ach, bo wtedy ona Wszak jeszcze przy mnie by³a... i s³oñcem zalany
¦mia³ siê do mnie krajobraz, gdy ona do ³ona Tuli³a mi z pieszczot± swoj± g³ówkê ciemn± i u szyi mi drobne splata³a ramiona...
Jasno by³o... ach, ona jeszcze by³a ze mn±. Oto pokój mój... czemu¿ poblad³y w nim ¶ciany? Okna otwarte... czemu¿ pro¶b± nadaremn±
S³oñca przyzywam?... Nagle wyjrza³o zza chmury I pêk p³owych promieni rzuci³o mi w darze. Wpad³y ¶wiec±ce w okno, lec±c szybko z góry,
Wszystkie k±ty obieg³y, jak ongi, figlarze; I naraz, snaæ w przestrachu, cofnê³y siê blade I za chmurek szarawych ukry³y siê stra¿e.
Có¿ to? Czemu uciek³y? Czy poczu³y zdradê? Wszak ongi ca³uj±c jej w³osy co rano Budziæ ze snu j± zwyk³y i ¶lizgaæ siê rade
By³y po wzorach obiæ... i nic nie zmieniano W tym pokoju... nic... tylko jej ju¿ nie ma ze mn±... Nie ma... tam j± g³êboko w ziemi zakopano... Nie ma... i s³oñca nie ma... Bo¿e, jak mi ciemno...
|
Copyright © 1999-2008 • MI£OSNE•INFO • Wiersze, wierszyki i mi³o¶æ