
|
Twoje rzêsy tak d³ugie, Twe oczy — ciemna woda. Pozwól siê w nie zanurzyæ, Pozwól zej¶æ mi do g³êbi.
Górnik schodzi w podziemia, Jego lampka siê chwieje Ponad wrotami rudy Wysoko w cieniu ¶ciany.
Patrz, zstêpujê w dó³, By w twym ³onie zapomnieæ O tym, co grzmi na górze, Jasno¶æ i mêka, i dzieñ.
Na zaro¶niêtych polach, Gdzie wiatr pijany zbo¿em, Cierniowe krzewy, wysokie, chore Strzelaj± w b³êkit nieba.
Podaj mi rêkê, Chcemy zró¶æ siê wzajem, Staæ siê ³upem wichru, Samotnym lotem ptaka,
S³uchaæ latem Organów zmêczonej burzy, K±paæ siê w blaskach jesieni, Na brzegu niebieskiego dnia.
Nieraz pragniemy stan±æ Na krawêdzi ciemnej studni, Zajrzeæ w g³êbiê ciszy, Szukaæ naszej mi³o¶ci.
Lub wychodzimy powoli Z lasów z³ocistych cienia, Wielkiego w zorzy wieczornej, Co muska ³agodnie twe czo³o.
Stan±æ kiedy¶ u kresu, Gdzie morze w ¿ó³tych plamach P³ynie ju¿ uciszone Do zatoki wrze¶nia.
Spoczywaæ na wzgórzu W domu spragnionych kwiatów, Gdzie wysoko nad ska³ami ¦piewa i dr¿y wiatr.
Lecz od topoli Co ro¶nie w wieczno¶æ niebiesk±, Odrywa siê br±zowy li¶æ I spada na twe plecy.
Boski smutek, Milczenie wiecznej mi³o¶ci. Wznie¶ dzban do góry I spijaj sen. Prze³o¿y³
|
Copyright © 1999-2008 • MI£OSNE•INFO • Wiersze, wierszyki i mi³o¶æ