
|
Jasna i ciepła jest noc, i pachnąca. Na dachach domów, wśród parkowych alej Spokojnie srebrzy się światło miesiąca, Gór czysty kontur wydobywa z dali. Milczą już ścieżki, tylko przez balkony Tu i tam zalśni lampka. Już ogarnął Cię sen głęboki, cichy, niezmącony. I troską więcej nie dręczysz się żadną. I nawet nie wiesz, nie przeczuwasz nawet, Jakim się moje serce jątrzy bólem. Spoglądam w niebo, zda się, tak łaskawe, I klnę odwieczną, wszechwładna naturę, Co mnie stworzyła ku mojej udręce. "Porzuć nadzieją — rzekłaś — rzuć nadzieję. Niechaj ci inne szczęście zajaśnieje. Idź — powiedziałaś — idź i nie płacz więcej". Minął dzień święta i ty po zabawie Spoczywasz teraz. We śnie ci się marzy Tłum zalotników, co cię oblegali, I rysy czyjejś ulubionej twarzy. Czemuż nie mojej? Nie moje oblicze We śnie oglądasz! Na ziemię upadam I śmierci pragnę, i jęczę, i krzyczę: "O dniu przeklęty tak pięknego lata!" Wśród głuchej nocy, pośród pustej drogi Rozbrzmiewa echo mej samotnej pieśni, Pociechy szuka, przystani ubogiej. A serce moje ściska się boleśnie Na myśl, że wszystko na tej ziemi biednej Przemija marnie, nie ujdzie zagłady. Minęło święto, idzie dzień powszedni. Czas pozaciera po nas wszelkie ślady. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . Przełożyła Barbara Przybyłowska
|
Copyright © 1999-2008 • MIŁOSNE•INFO • Wiersze, wierszyki i miłość