
|
Jak poeta z mansardy mieszka³em trzy lata Na tym poddaszu, gdzie kr±¿y³em niespokojnie I po nocach mierzwi³em czupryn± nad sto³em. Pisa³em wówczas mój poemat nieprzerwany, Wiersz kosmicznie siê d³u¿±cy, nieskoñczony, Niecierpliwy coraz bardziej i chybiony.
Stawa³em przed nim jak przed smokiem ¶wiêty Jerzy. Rusza³em do ataku ¿arz±c siê w gor±czce, Conocn± wiod³em walkê nad dachami miasta Miêdzy niebem a ziemi± i gdy lotny stateczek Ile-Saint-Louis trzeszcza³ w wi±zaniach na wietrze Targaj±c kotwicê, by móc pop³yn±æ wreszcie Na pe³ne morze — tak sw± marszrutê w przysz³o¶æ Widz± zazwyczaj dwudziestoletni poeci — Przyczyna moich bitew, pasterka ³agodna, Przeobra¿a³a siê co tydzieñ i z westchnieniem Zmienia³a ci±gle kolor w³osów, rysy twarzy, Brzmienie g³osu, wzrost i taliê, ca³± postaæ, Tak by³a p³ynna — dzielni moi wojownicy Patrzyli na ni± ze zdumieniem i podziwem, Gdy ich mija³a, z podniesionym dumnie czo³em — I tylko dusza jej, o, dusza, ona by³a Zawsze ta sama i wiernie sta³a przy mnie.
Kocha³em siê w Polce, pannie Lizie Kutniañskiej, Nastêpnie we Francuzce Germaine Joyeux, Z kolei w Odette Lacoste, w Luizie Levinson, Nastêpnie w Annie, najpiêkniejszej ze wszystkich, Prze¶licznej, niezapomnianej nigdy modystce Annie Orosz, nastêpnie w jej m³odszej siostrze, Z kolei i na zabój w pannie Leveszy, W wiêkszo¶ci, niestety, bez powodzenia. Prze³o¿y³ Artur Miêdzyrzecki
|
Copyright © 1999-2008 • MI£OSNE•INFO • Wiersze, wierszyki i mi³o¶æ