
|
Trzy dni mógłbym spoglądać w cienistą Dolinę twych oczu, na twoje brwi, Na gęste sitowie rzęs, gdzie błyskają Małe źródełka wesołe, Żywe promienie myśli ulotnych, Mieniących się ławic lustrzanych — Trzy dni mógłbym patrzeć w milczeniu Najpierw na jedno, później na drugie.
Trzy dni następne mógłbym bez słowa Spoglądać na cudowne sklepienia Twoich piersi odgadniętych domyślnie Pod sukni twej tkaniną, w drzemiącą na nich gwiazdę Gotową rozpłomienić się w mojej ślepej nocy, Różę światła na jedwabiu napiętym — Przez trzy dni mógłbym patrzeć w milczeniu Najpierw na jedną, później na drugą.
Byłbym szczęśliwy mogąc karmić spojrzenie Strzelistym widokiem twoich kolan, Tak pewnych własnej doskonałości I tak nieprzystępnie lękliwych Jak skrzydła promiennych drzwi Współotwierających się z wahaniem- Trzy dni mógłbym patrzeć w milczeniu Najpierw na jedno, później na drugie.
W twoim świetle ciepłym i w bijącym Blasku twojej skóry Zatrzymałbym się jak cierpiący w słońcu, Wsłuchany w krążenie bólu, Który uśmierza się z wolna, W uszczęśliwienia własnego ciała Rozpraszającego się w tchnieniu z łaskawszych pól, W zamglonej kołysance uspokojeń.
I znów stałbym się dzieckiem, twoim Dzieckiem obejmującym cię moimi ramionami, Aby usłyszeć słowa pocieszenia, Które miłość tak późno nam daje! Kochałem cię jak brat siostrę — każdy z grzechów Roztapiał się w moich pragnieniach — I zasnąłem, wierny twój kochanek, Gdy umarła pierwsza noc. Przełożył
|
Copyright © 1999-2008 • MIŁOSNE•INFO • Wiersze, wierszyki i miłość