
|
Ej, przynieś nam, saki, wina, przynieś, napełnij czarki; myślałem, że miłość jest łatwa, niestety, wikłają się sprawy.
Teraz, gdy powiew poranny burzy warkocze piżmowe, jakżeż od mrocznych twych splotów krew uderza nam w serca!
Jakże nie skłonić głowy w gospodzie mojej miłości, gdy dzwonki na szyjach wielbłądów wzywają wciąż do odjazdu.
Splam winem swój modlitewnik, kiedy ci powie mistrz magów, iżby wędrowiec znał dobrze i drogę, i prawa zajazdu.
Noc ciemna, strach przed falami i wiry tak przeraźliwe — cóż wiedzą o moim losie beztroscy mieszkańcy brzegów.
Każdy mój czyn samowolny sprowadzał mi w końcu niesławę; lecz jakże to kryć w tajemnicy, z czego radują się tłumy?
Gdy chcesz, by była przy tobie, nie odchodź od niej, Hafizie; gdy widzisz jej twarz ukochaną pozostaw świat jego sprawom. Przełożył
|
Copyright © 1999-2008 • MIŁOSNE•INFO • Wiersze, wierszyki i miłość