
|
Na ogród wyszedłem o świcie, by zerwać jeden kwiat róży, nagłe do uszu mych dotarł gwałtowny płacz słowika.
Biedak, jak ja, do rozpaczy zwiedziony miłością róży, na łąkę teraz wyrzuca skargi, szlochanie i łkanie.
Nieraz potem wracałem na ten ogród, na łąkę, przypatrywałem się róży, słuchałem słowiczych pieśni.
Róża w przyjaźni z urodą, słowik w przymierzu z miłością — nie znajdziesz w niej wierności, w nim nie zobaczysz zmiany.
Kiedy pojąłem w sercu głos tych słowiczych narzekań, wiedziałem, że nie udźwignę ciężaru tej wielkiej żałości.
Ileż to róż co roku zakwita w tym ogrodzie! Lecz nikt nie zerwał róży nie kaleczącej cierniami.
Hafizie, porzuć nadzieję na łaskę obrotów nieba — tysięcy krzywd od nich zaznasz i ani jednej pociechy. Przełożył
|
Copyright © 1999-2008 • MIŁOSNE•INFO • Wiersze, wierszyki i miłość