
|
Obudź się, saki, przynieś dzban czerwonego wina; popiołem we włosach uczyń smutki wszelkiego czasu.
Postaw mi czarkę na dłoni, ażebym wydobył z piersi tę moją wielką biedę o barwie czystego błękitu.
Choć ludzie rozumni najczęściej ze złą spotykają się sławą, ja ani hańby nie chcę, ani dobrego imienia.
Przynieś wina, to wszystko wiatr zwodniczy rozwieje, szary popiół przyprószy puste, zwiedzione głowy.
Gryzący dym westchnienia z mojej płonącej piersi spalił już tych niestałych, niedowarzonych i zimnych.
Nie widzę takich przyjaciół — wśród wielkich ani wśród małych którym by można powierzyć sekrety czystej miłości.
Rozkoszą jest każde wspomnienie o tej kojącej serce, która sercu mojemu odjęła wszelki spokój.
Nigdy już więcej nie spojrzy na bujny cyprys w ogrodzie, kto widział kiedyś ten cyprys o jakże srebrzystej kibici.
Znoś cierpliwie, Hafizie, przekleństwa dnia i nocy — kiedyś nawet i tobie ziści się czas upragniony. Przełożył
|
Copyright © 1999-2008 • MIŁOSNE•INFO • Wiersze, wierszyki i miłość