
|
Rozkwitła róża pąsowa, upił się słowik zapachem — do zamroczenia was wzywam, ej sufi, czciciele wina.
Podstawy waszych ślubów zdawały się twarde jak skała — patrzcie, jak w mgnieniu oka rozbiła je szklana czarka.
Przynieś mi, saki, wina, bo w tym pałacu pogardy nie wiem, kto stróżem, kto królem, kto trzeźwy, a kto pijany.
A kiedy przyjdzie pożegnać ten zajazd o dwóch bramach, cóż ci stąd, że wysoko czy nisko nieść będziesz głowę?
Nie ma bez ceny bólu przybytku łatwych rozkoszy. Tak, pod srogim wyrokiem jest pieczęć aktu stworzenia.
Nie trap umysłu i serca bytem ani niebytem, bo niebyt uwieńczeniem jest każdej pełni bytu.
Majestat wielkiego Asafa, koń-wiatr i ptaków mowa minęły z wiatrem, a pan ich też w żadnej nie ostał się stronie.
Strojną ptasimi piórami jeżeli wypuścisz strzałę, przez chwilę chwyta powietrze, lecz zaraz grzęźnie w pyle.
Jakże twa trzcina, Hafizie, tym swoją wdzięczność wypowie, którzy dar twego słowa podają z ręki do ręki? Przełożył
|
Copyright © 1999-2008 • MIŁOSNE•INFO • Wiersze, wierszyki i miłość