
|
Wszystko siê zmienia; nic siê nie zmienia. Wróci³em; Dzwonek do drzwi, jak wtedy serce bije szybciej, Ale to tylko Kleo — jaka chuda, stara! — Przymusza do u¶miechu ch³odne jak zmierzch usta.
Przynios³a z sob± tort "na jutro" — jakby jeszcze W pojêciu jutra mog³o byæ co¶ od¶wiêtnego. Siadamy w holu — wtedy s³u¿y³ za jadalniê — ¦wie¿o odmalowanym. (Kiedy dym siê rozwia³, Nie by³o ponoæ wiêkszych szkód, ale ju¿ wcze¶niej Chcia³em zmian — oszkliæ balkon, wstawiæ elektryczn± Kuchenkê; po po¿arze napisa³em, ¿eby Wszystko to za³atwiono.) Nagle oczy Kleo Wilgotniej± na dobre — ³zy rado¶ci? Równie¿ Trosk, niestety. Jej stara matka zbzikowa³a.
Bliska dziewiêædziesi±tki, z okna w suterenie Obrzuca przechodz±cych obelgami — tak¿e Torebkami herbaty, rachunkami, jajkiem Dla wzmocnienia efektu. Samochód parkuje? Babcia gdacze Przyjecha³ klient! Maluj twarz, Ladacznico] — a Kleo tylko skrapia ³zami Prasowan± koszulê. Albo te¿ nie wpuszcza Jej do domu, gdy Kleo wraca po podlaniu (Znowu ³zami) ogródka na moim tarasie. (Jutro przekonam siê, ¿e bia³y oleander Od nadmiernej wilgoci rozsadzi³ doniczkê.) Panayióti, synalek Kleo, równie¿ nie jest Bezpieczny. Jakby od lat nie by³o to faktem, Ca³a dzielnica, zw³aszcza s±siedzi z przeciwka, S³yszy, ¿e jest Z³odziejem! I Degenerateml I Peda³em! Podobnie jak Kleo to Dziwka!
¦ciskam ch³odn± d³oñ Kleo i zadajê sobie Pytanie, czym w³a¶ciwie nieszczêsna staruszka Zas³u¿y³a na straszny dar retrospektywnej Intuicji — na wizje, w których ma wgl±d w przesz³o¶æ, Kiedy z Kleo istotnie by³ kawa³ ho¿ego Cia³a, a "Noti", szczup³y, z plerez±, grasowa³ W Szpitalu Marynarki Wojennej. Dzi¶ musi Mieæ czterdziestkê — w tym wieku na degeneracjê Traci siê ju¿ zbyt wiele czasu, si³, pieniêdzy. W oczach wzbieraj± dawne wieczory w tym holu, Obrus zbryzgany sosem, miniatury ¶wiec Topi±ce siê w mi³o¶ci± za¶lepionych oczach. Poprzednie, staromodne kolory tych ¶cian, Cendre de rose, ko¶æ s³oniowa, ³uszcz±ce siê, ciep³e — Duch tamtego kochanka widzia³ je ostatni, Kiedy, w p³achtach p³omieni, wali³ siê ze schodów — Dzi¶ skryte s± na zawsze, chocia¿ nie na dobre, Pod spokojnym rozs±dkiem jasnoszarej farby.
Kleo skar¿y siê dalej. Babci wci±¿ jest ciep³o, Co to ma znaczyæ? Dawniej siedzia³a okryta Kocami w ¶rodku lipca — teraz ca³y dzieñ W gor±czce, a je tylko cukier, przekonana, ¯e Kleo dosypuje truciznê do potraw. Zabij mnie, ladacznico, bêdzie sekcja zw³ok, Wykryjê matkobójstwo, ju¿ moja w tym g³owa! Wspominam matkê mojej matki, jej chorobê: Nag³e agresje, potem znów przeb³yski wstydu. Kleo powiada, p³acz±c, ¿e to nie to samo, Lekarze nic nie widz± — babcia jest po prostu Stara i bez lito¶ci. I z temperatur±.
Odwiedzam je nazajutrz. Kleo, zapuchniêta Od ³ez, wpuszcza mnie. Za ni±, w rozgrzebanym ³ó¿ku, Ma³a wied¼ma — ró¿owy o³owiany piecyk — Wbija nie poznaj±ce mnie, p³on±ce oczy W moj± twarz, gdy próbujê pogodnej formu³ki: To ja, babciu! Zanurzmy siê razem w g³êbiny Dawno wysch³e — tu zreszt± zagradza mi drogê Panayióti i anakondy jego ramion: Ah Monsieur Tzim, bon zour et bon retour! Excuse mon deshabille. Toute la nuit Z'ai decore l'eglise pour la fete Et fait l'amour, le pretre et moi, Dans une alcove derriere la Sainte Imaze. Tiens, z'ai un cadeau pour toi, Zolifoulard ±ui me va pas du tout. Mais prends-le donc, c'est pas vole — Ze ne suis plus voleur, seulement volaze!
|
Copyright © 1999-2008 • MI£OSNE•INFO • Wiersze, wierszyki i mi³o¶æ