
|
Płaczesz?! Czyż warto o drobnostkę taką? Błagasz na klęczkach?! To już chyba śmieszne. Musim się rozstać. Co było — majaką! Zresztą: śnić? kochać? — mazgajstwo ucieszne.
Powstań... Jak można... Popraw lepiej suknię... A włosy również masz w strasznym nieładzie. Jeszcze cię matka swarliwie ofuknie... Zwykła to farsa w familijnym stadzie.
Nie słuchasz? Płaczesz? To zwyczaj kobiecy... Wszak cię kochałem, nosiłem na rękach... Wstań więc — nie lubię komedianckiej hecy! Nie płacz... i ja się znam nieco na mękach...
Cierpienie sprawiasz mi taką rozpaczą... Otrzyj oczęta — pocieszysz się wkrótce... Nie, nie... te słowa nic a nic nie znaczą... Wierzaj, najlepsze mam myśli w pobudce...
Usiądź koło mnie. Drżysz trwożnie jak ptaszę... Spazm głuchy wstrząsa twoją piersią cicho... Tulisz się do mnie?! Pójdź, niechaj opaszę Kibić twą jeszcze... A zresztą... niech licho!...
|
Copyright © 1999-2008 • MIŁOSNE•INFO • Wiersze, wierszyki i miłość