wiersze

wierszyki

Jan Kasprowicz

Ksiêga ubogich

XII. Umi³owanie ty moje!

 

Umi³owanie ty moje!

Kszta³ty nieomal dzieciêce!

Skroñ dot±d nie pomarszczona,

Bia³e, w±ziutkie rêce!

 

Lubiê, gdy stajesz ze mn±

Na tym tu wiejskim balkonie,

Który poczernia³ od deszczów,

Lecz dzisiaj mi w blaskach tonie.

 

Lubiê, gdy z tego dzbana

Podlewasz kwiaty na grzêdzie,

Marz±ca lub g³o¶no mówi±ca,

Jaka to rozkosz z nich bêdzie!

 

Lubiê, gdy siedz±c przy stole,

Siêgasz po kromkê chleba

I dziel±c j±, dajesz mi cz±stkê,

Czy trzeba mi, czy nie trzeba.

 

Lubiê, gdy gubi±c siê w dali,

Gdzie Wierch siê rozsiad³ Lodowy,

Czo³o, przyæmione zadum±,

Do mojej tulisz g³owy.

 

Ale najbardziej ja lubiê ;

Ciekawo¶æ, co z oczu ci tryska,

Gdy wracam, jak zwykle, od pola,

Od lasu, od rzeki ³o¿yska.

 

Gdy wracam z codziennej drogi,

Ca³y rozp³omieniony,

Pytasz siê, ca³a w p³omieniach,

Jakie przynoszê plony?

 

Czy w szumie wody lub drzewa

Nutê odkry³em ¶wie¿±

I czym ju¿ doszed³, co ¿yje

Za nieba i ziemi rubie¿±?

 

Czy mg³y siê przedar³y, czym s³ysza³,

Jak dzisiaj, melodie skowroñcze

I kiedy z zw±tpieniem w pie¶ñ w³asn±

Raz ostatecznie zakoñczê?

 

Czy mia³em tê szczêsn± chwilê

Spojrzenia do g³êbi wnêtrza,

By siê przekonaæ, ¿e jeszcze

Jaki¶ tam pok³ad siê spiêtrza?

 

¯e w duszy niewyczerpanej —

Niech prawda ta bêdzie prawdziwa! —

Na hymn, co zga¶nie-li z ¿yciem,

Godnego starczy paliwa?

 

Strasznie to lubiê, gdy¿ czujê,

W dolê zapatrzon wzajemn±,

¯e w takich mi drogich godzinach

Najbardziej ¿yjesz ze mn±.

 

Umi³owanie ty moje!

Kszta³ty nieomal dzieciêce!

Skroñ dot±d nie pomarszczona,

Bia³e, w±ziutkie rêce!

sitemap