
|
Pokazuje mi ¶lady bicia. Pod lew± ³opatk± siniak — uderzy³ mnie piê¶ci±. Pod praw± piersi± granatowe znamiê — to cios pogrzebaczem. Na lewym po¶ladku, pod skór±, widmo krwiaka — od mocnego kopniêcia. Na brzuchu, udach, nawet pod kolanami — jakby uk±szenia wê¿a czy skorpiona.
— Pan jest poet±, pan to zrozumie.
Na wardze pêkniêcie jeszcze lekko krwawi.
Bo¿e, lecz d³onie tej kobiety, szczup³e i nietkniête, prowadz± mnie czule po¶ród siñców, uk±szeñ, razów, upokorzeñ.
A gdy siê zmêcz± — wtedy ja prowadzê. Os³aniam przed ostrym ¶wiat³em lampy, natrêctwem tapety, nachalno¶ci± zlewu, zas³on panoszeniem.
Biorê j± pod siebie — jestem dachem ¶wiata. Azj± g³odnych lêd¼wi, gdzie panuje terror i modlitwa. Chcê j± wyprowadziæ na najbielsze ¶niegi, strome wysoko¶ci. Wytrzymaæ jak najd³u¿ej na zdradliwej ¶cie¿ce. I gdy przypadam ca³ym cia³em do jej kruchych ¿eber — ona pojêkuje cicho i szepce do ucha: — Pchn±³ mnie na kredens, uderzy³am bokiem.
Bo¿e, chroñ j± nieszczê¶liw± przed najgorszym ciosem — kuchennego no¿a lub zwyk³ej siekiery, gdy Tamten szyjê jej otworzy jak furtkê na ogród pe³en spl±tanych krzewów i zimnych ksiê¿yców.
|
Copyright © 1999-2008 • MI£OSNE•INFO • Wiersze, wierszyki i mi³o¶æ