
|
Ani mnie s±dziæ, ani tobie, Dok±d nas wartki nurt porywa, Rozko³ysana i szczê¶liwa, Zanurzasz w wodê rêce obie.
Rzeka od ³odzi naszej prêdsza Pluszcze za burt± staro¶wiecka, I nurt siê w d³oniach twoich spiêtrza Wod± zielon±, dunajeck±.
Czasem, gdy ³ód¼ jest blisko brzegu, Podnosisz ramiê pó³koli¶cie I z wierzb p³acz±cych zrywasz w biegu Li¶cie pil¶niowe, srebrne li¶cie.
Spadaj± strzêpy wierzbinowe, Z wysoka, z mokrej jeszcze d³oni I woda deszczem ¶cieka po niej Na twe kolana, na m± g³owê.
Kropla po kropli deszcz siê toczy, Ramieniem sp³ywa, przegubami, I wprost na twarz — i mru¿ê oczy, Dunajeckimi p³acz±c ³zami.
Ach, tyle tylko wiedzieæ trzeba, ¯e gdy podnios± siê powieki, Bêdê mia³ oczy pe³ne nieba, A ty — zielonej pe³no rzeki.
Niech dr¿y w tych oczach jak najd³u¿ej Zielone widmo, obraz p³ochy — A¿ ³ód¼ z g³êbiny siê wynurzy I dnem zazgrzyta o porohy.
O, niech uderza w burty obie, Niech pluszcze nurt o palce twoje! Dok±d p³yniemy obydwoje? — Ani mnie s±dziæ, ani tobie.
Tê rzekê, wierzby, czó³na z kory Widzia³em raz, przed laty trzema...
. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .
Nie ma w tym wszystkim metafory. W tym wszystkim nawet prawdy nie ma.
|
Copyright © 1999-2008 • MI£OSNE•INFO • Wiersze, wierszyki i mi³o¶æ