wiersze

wierszyki

Johann Wolfgang Goethe

Sonety

II

 

Przyjazne spotkanie

 

Drog± szar± i strom±, co w¶ród ska³ siê wi³a,

Idê, przestronnym p³aszczem po szyjê okryty,

Na ³±ki, niespokojny i smutkiem przybity —

Pcha³a mnie do ucieczki tajemnicza si³a.

 

Naraz jakby siê nowa jasno¶æ objawi³a:

Dziewczyna idzie ¶cie¿k±, spoziera w b³êkity,

Piêkna jak owe lube i wdziêczne kobiety

Z kraju poezji. Moj± têsknotê zgasi³a.

 

Otuliwszy siê szczelniej, bo dreszcz przebieg³ cia³o,

Odwróci³em siê. Widz±c, ¿e straciæ j± mogê,

¯e oddala siê gniewna, jakby zawiedziona —

 

Jednak pobieg³em za ni±. I dobrze siê sta³o!

¯e mi ci±¿y³ nadmiernie, przeto p³aszcz na drogê

Zrzuci³em. A dziewczyna pad³a mi w ramiona.

Prze³o¿y³
Leopold Lewin


sitemap