
|
Hañba ci, hañba, zalotniku blady, Co modlisz siê nad sto³em, miast si±¶æ do biesiady! Mi³o¶æ, co samym zamiarem siê syci, To Wenus, widna tylko do kibici. Niechaj pod mêskim twym ogniem kobieca Skapituluje nareszcie forteca: Bo powiem, ¿e ciê afekt w salamandrê zmienia, Co ch³odne ¿±dze ¿ywi w¶ród ¿aru p³omienia.
Choæby to g³az ów by³, niegdy¶ w ramiona Przez szalonego wziêty Pigmaliona, Choæby¶ tak zimn± pokocha³ osobê, Jak skamienia³a w³a¶nie z bólu Niobe, Albo — co wiêksz± jeszcze trudno¶æ czyni — Kamienna rze¼ba z platoñskiej jaskini — Najtwardsze nawet ska³y mi³o¶æ stopiæ mo¿e: Granit pêknie, rzucony na puchowe ³o¿e.
Hañba wam, hañba, swawolnice lube, Co lukrujecie siê na nasz± zgubê: Do¶æ tej gry pustej, która nas spopiela! Sarnê uszlachca to, ¿e król j± strzela: Tak i niewiasty od Kupida strza³y Swój bakalarski tytu³ otrzyma³y, A przecie¿ rz±dz± nami; kto kocha prawdziwie, Nie rz±dzi dusz±, ale sam jej ¿yciem ¿ywie.
Cnota dla niewiast nie jest niczym wiêcej Jak czym¶ w rodzaju choroby dzieciêcej; Za¶ filozofia, co im g³ówki dr±¿y, Jest jak dziwaczne apetyty w ci±¿y. Zbêdna siê wszelka sofistyka staje, Kiedy przemo¿na mi³o¶æ cios zadaje; Na nic wtedy niewie¶cie koncept: cienka szpada, Choæ szermierz wprawny, pêka, gdy ciê¿ki miecz spada.
Ba, lecz i ¿o³nierz, ten, któremu strachy Wszelkie s± obce, bo zaku³ siê w blachy, Ten, który zamiast ¿y³ ma drut stalowy I w u¶cisk bierze jakoby w okowy — Gdy go jak magnes przyci±gnie dziewczyna, Wnet go widzimy w gwardii Kupidyna; I choæ w³ócznie szczeciny na podbródku je¿y, Mi³o¶æ bram± ust wtargnie do warownej wie¿y.
Skoro wiêc mi³o¶æ, dzier¿±c zapalony Lont, trzyma w szachu mocnej p³ci bastiony, Zg³êbiajmy ¶mia³o afektu sekrety: Md³o zwykle jada, kto przestrzega diety; Lepszy kochanek zuchwa³y, ni¿eli Eunuch, co zbyt siê z dam± ceregieli, Lub ambasador, który, gdy królowa ho¿a Ma z nim nocowaæ, k³adzie miecz po¶rodku ³o¿a. Prze³o¿y³
|
Copyright © 1999-2008 • MI£OSNE•INFO • Wiersze, wierszyki i mi³o¶æ