
|
Ci, co g³êbiej ode mnie grzebali siê w sztolni Mi³o¶ci, powiadaj±, ¿e byli w niej zdolni Trafiæ na szczê¶cia g³êbokie pok³ady: Ja dotrzeæ do tych skrytych z³ó¿ nie da³bym rady, Choæbym kopa³ i kocha³ siê jeszcze mozolniej; Wszystko to fa³sz, gdy spojrzeæ z bliska: Jak alchemik, Eliksir pragn±c legendarny Stworzyæ, wychwala swój garnek ciê¿arny, Ju¿ gdy z substancji przeró¿nych zlewiska Pachnid³o lub lekarstwo przypadkiem uzyska — Tak i kochanków czeka nie szczê¶cie olbrzymie, Lecz noc, krótka jak w lecie a ch³odna jak w zimie.
Spokój, dostatek, honor — któ¿ ten skarb wymienia Na grê mydlanych baniek i lotnego cienia? Czy¿ to jest mi³o¶æ, ¿e mój lokaj zwie siê Równie jak ja szczê¶liwym, gdy ju¿ wreszcie zniesie I ¶lubnych, i po¶lubnych scen upokorzenia? Je¶li przysiêga zakochany, ¯e ¶lub ³±czy nie cia³a, ale dusze czyste, Przysi±g³by równie prawdziwie, zaiste, ¯e w zgie³ku go¶ci weselnych zza ¶ciany S³yszy akord, przez sfery harmonijnie grany. Nie chciej duszy w kobietach; przy ca³ym rozumie S±, gdy siê je posiêdzie, ju¿ tylko jak mumie. Prze³o¿y³
|
Copyright © 1999-2008 • MI£OSNE•INFO • Wiersze, wierszyki i mi³o¶æ