
|
Jest oto północ roku i północ dnia świętej Łucji, o twarzy ledwie siedm godzin widocznej; Słońce już zgasło, na kopule mrocznej Iskrzą się tylko gwiazd zimne diamenty. Sok życiodajny, co obficie Przepajał ziemię wiosną — dziś, w zimy zenicie, Znikł; jak wyschnięta mumia skurczyło się życie; A jednak ziemia zda się radością skrzydlata Przy mnie, co jestem dzisiaj epitafium świata.
Wczytujcie się więc we mnie, przyszli kochankowie W porze najbliższej wiosny, w owym przyszłym świecie: Nową alchemię miłości znajdziecie We mnie, wszelakiej martwoty osnowie. Miłość to, której sztuka żywa Kwintesencję z nicości nawet wydobywa, Przez niedostatku, braku i pustki ogniwa Przywiodła mnie w ruinę, i dziś mnie przemienia W esencję próżni, mroku, śmierci, nieistnienia.
Inni czerpią ze świata całe dobro swoje, Życie, duszę myśl, formę — to, co byt pomnaża; Mnie zaś alembik miłości przetwarza W nicości wszelkiej mogiłę. We dwoje Nieraz płakaliśmy i łzami Zatapiali świat, którym byliśmy my sami; Myśl, czym innym zajęta, czyniła czasami Dwa chaosy z nas dwojga; nieraz nam zabrała Rozłąka dusze, puste zostawiając ciała.
Lecz ja, skutkiem jej śmierci (skrzywdzi ją, co powiem), Stałem się eliksirem pierwotnej nicości: Już nie człowiekiem, bo ten tożsamości Swojej jest pewien; nie zwierzęciem, bowiem Zwierzę wszak jakiś cel by miało I środki jakieś; nawet rośliną czy skałą Nie jestem, bo i one czują; każde ciało Ma własność jakąś: gdybym był czymś na kształt cienia, I on przecie wymaga ciała i promienia.
Jestem więc niczym; już nie wróci moje słońce. Kochankowie, dla których Słońce pospolite Dziś Koziorożca osiąga orbitę I wkrótce wróci wam żądze gorące, Cieszcie się latem, jak umiecie; Skoro ona się cieszy, na tamtym już świecie, Świętem swej długiej nocy, nie myślę o lecie: Czekam w tę jej wigilię, czuwam w gęstym mroku Chwili, co jest północą tak dnia, jak i roku. Przełożył
|
Copyright © 1999-2008 • MIŁOSNE•INFO • Wiersze, wierszyki i miłość