
|
Spójrz, pch³a: ten widok opór twój pokona — To, czego pragnê, ma³e jest jak ona. Ssa³a krew z mego, teraz z twego cia³a; Obie krwie nasze w sobie wiêc zmiesza³a. Wcale siê wszak¿e nie obruszysz na to, Nie nazwiesz grzechem, hañb±, czci utrat±; A jednak insekt, nim go kto rozgniecie, Krwi± napêcznia³y, u¿y³ sobie przecie: Wiêcej dokona³ ni¿ my na tym ¶wiecie.
Nie, pu¶æ j±; po co ¿yciom trzem nie¶æ zgubê? Ta pch³a nas wi±¿e wiêcej ni¼li ¶lubem, Jest mn± i tob±, nazwaæ j± te¿ mo¿em ¦lubn± ¶wi±tyni± i ma³¿eñskim ³o¿em; Mimo twe d±sy, rodziców sprzeciwy, Ju¿ nas otoczy³ mur czarny i ¿ywy. Zabij mnie w owej pchle, o to nie stojê; Lecz bêdzie w tym i samobójstwo twoje, I ¶wiêtokradztwo: zatem przestêpstw troje.
Och, a wiêc jednak, okrutnico mi³a, Niewinna krew twój panokieæ splami³a? I w czym¿e wina nieszczêsnej istotki? ¯e ci upi³a kropelkê krwi s³odkiej? Sama wszak widzisz, ¿e nic to nie zmienia: Nie widaæ po nas oznak os³abienia. Wiêc porzuæ trwogê, nie wzbraniaj mi cia³a: O tyle tylko mniej czci bêdziesz mia³a, Ile ci ¿ycia ¶mieræ tej pch³y zabra³a Prze³o¿y³
|
Copyright © 1999-2008 • MI£OSNE•INFO • Wiersze, wierszyki i mi³o¶æ