
|
Kocha³em by³ ciê ju¿ dwa lub trzy razy, Nie znaj±c jeszcze twojej twarzy ni imienia; Tak w formie g³osu albo p³ynnego p³omienia Zjawiaj± nam siê anio³y bez skazy; Kiedym ciê pozna³, ujrza³em istnienia Twego nadobne, wdziêczne i puste obrazy: Lecz skoro dusza ma — której dzieciêciem Jest mi³o¶æ — przez cielesne zmys³y tylko dzia³a, Równie¿ i mi³o¶æ nie zwiewnym pojêciem Byæ musi, ale przybraæ, jak rodzic, kszta³t cia³a: Tak± wiêc mi³o¶æ proszê, by pozna³a, Kim i czym jeste¶ — i pozwolê Wyraziæ jej siê w cia³a twojego ¿ywiole, Utrwaliæ siê w twych ustach, oku, w³osach, czole.
My¶la³em jednak, ¿e skarby bogate Twojej urody bêd± balastem jedynie, Który sprawia, ¿e statek równym kursem p³ynie: Lecz obci±¿y³em mi³o¶ci fregatê Nadmiernie, widzê; na owej g³êbinie Ka¿dy twój w³os j± mo¿e zatopiæ; a zatem, Gdy o mi³o¶ci to jedno wiadomo, ¯e jej nico¶æ ni ¶wietno¶æ w pe³ni nie zawiera, Niech — tak jak anio³, co postaæ widom± Z powietrza, nie tak jak on czystego, przybiera — Mi³o¶æ twa moj± otoczy jak sfera; Ta sama niewspó³mierno¶æ zgo³a, Która dzieli powietrza czysto¶æ i anio³a, Kobiec± mi³o¶æ z mêsk± w nas po³±czyæ zdo³a. Prze³o¿y³
|
Copyright © 1999-2008 • MI£OSNE•INFO • Wiersze, wierszyki i mi³o¶æ