
|
Jak starzec, co ³agodnie kona, Duszy swej "W drogê!" mówi±c z cicha, A w kr±g rodzina zasêpiona Nie wie, czy zmar³, czy wci±¿ oddycha —
Tak my roz³±czmy siê ³agodnie, Bez burzy westchnieñ, ³ez powodzi: Pope³nia profanacji zbrodniê, Kto tak mi³o¶ci swej dowodzi.
Trzêsienie ziemi budzi szczery Strach i w perzynê kraj obraca, Lecz kiedy niebios zadr¿± sfery, Nie czyni szkód ich wielka praca.
Kto kocha jak przyziemny sknera, Cia³em, nie dusz± — temu biada: Roz³±ka wszystko mu odbiera, Co siê na jego mi³o¶æ sk³ada.
Lecz my, mi³o¶ci tak wspaniale Pewni, ¿e ju¿ nie wiemy sami, Czym jest — my nie musimy wcale Stykaæ siê d³oñmi czy wargami.
Dwie dusze jedn± s± istot±, Wiêc w czas roz³±ki siê nie zmieni±: Jak wyklepane w drucik z³oto, Nie przerw± siê, lecz rozprzestrzeni±.
S± dwie, lecz dwie tak jak ramiona Cyrkla podwójne; twoja dusza, Jak ig³a unieruchomiona, Jednak wraz z moj± siê porusza.
I — chocia¿ w centrum pozosta³a — Gdy ramiê w ko³o siê obraca, W ¶lad za nim siê wychyla ca³a, Prostuje siê, gdy ramiê wraca.
Taka b±d¼, choæ nam nie po my¶li To, ¿e odleg³ym b³±dzê ko³em: Sta³o¶æ twa obieg mój u¶ci¶li I ka¿e skoñczyæ, gdzie zacz±³em. Prze³o¿y³
|
Copyright © 1999-2008 • MI£OSNE•INFO • Wiersze, wierszyki i mi³o¶æ