wiersze

wierszyki

John Donne

Wschód s³oñca

S³oñce, kpie stary, niesforny a ¿wawy,

Czemu zagl±dasz

Przez okna i kotary nasze? Zali ¿±dasz

Od kochanków, by w ¶lad twych pór bieg³y ich sprawy?

Id¼¿e a ³ajaj, zuchwa³y nicponiu,

Uczniów spó¼nionych i ch³opców w terminie,

My¶liwym dworskim powiedz, ¿e król ju¿ na koniu,

Mrówki zwo³uj, niech ka¿da z plonem siê uwinie.

Mi³o¶æ zawsze ta sama. Nie zna zmiany

Pór roku, dni i godzin. To czasu ³achmany.

I¿ promienie twe zacne oraz pe³ne mocy,

Nie my¶l tak snadnie,

Przyæmi³bym je zmru¿eniem powiek, lecz mrok kradnie

Jej obraz na zbyt d³ugo — mam¿e przymkn±æ oczy?

Skoro ciê nie o¶lepi jej spojrzenie,

Zajrzyj tu jutro, znowu o tym czasie,

I powiedz, czyli Indii skarby i korzenie

S± tam, gdzie¶ je ostawi³, czy tu le¿± zasie;

I pytaj siê o królów, co¶ ich widzia³ w ¶wiecie,

Us³yszysz: wszyscy oni tu, w tym ³o¿u przecie.

Ja — to Ksi±¿êta, w niej Mocarstwa ¿yj±.

Có¿ reszta przy tem?

Ksi±¿êta nas udaj±. Udanym zaszczytem

Jest przy nas ka¿dy honor, skarby — alchemij±.

Po³owy naszych szczê¶æ nie masz w swym stanie.

S³oñce! Bo tak ju¿ jest na tym tu ¶wiecie.

I¿e¶ stare — pofolguj, a ¿e twe zadanie

¦wiat ogrzewaæ, ogrza³e¶ ju¿ nas dwoje przecie,

¦wieæ nam tedy, bo wszêdzie blask twój jest rozlany:

To ³o¿e twoim centrum, a sfer± — te ¶ciany.

Prze³o¿y³ Jerzy Pietrkiewicz


sitemap