
|
Stañ chwilê, mi³a; bior±c prosty przyk³ad, Z filozofii mi³o¶ci wyg³oszê ci wyk³ad. Spójrz, trzy godziny¶my spêdzili Na tym spacerze; ka¿dej chwili Sz³y razem z nami cienie dwa, przez nas rzucane. Lecz gdy s³oñce stanê³o w zenicie nad nami, Cieñ mamy pod stopami; Wszystko jest jasne, z cienia ociosane. Tak w³a¶nie nasza mi³o¶æ niedojrza³a, Wzrastaj±c z wolna, precz od siebie gna³a Cienie, pozory; teraz jest jasna i ca³a.
Bo mi³o¶æ nie zna, co to jej najwy¿sza miara, Póki wci±¿ cudzych spojrzeñ unikn±æ siê stara.
Je¿eli mi³o¶æ zenit po³udniowy Opu¶ci, w drug± stronê rzucimy cieñ nowy. Gdy tamte cienie wzrok m±ci³y Innym, te bêd± zmrok niemi³y Przed nami roztacza³y, nam m±c±c spojrzenie. Je¶li mi³o¶æ s³abn±ca na zachód siê schyli, Bêdziemy siê ³udzili Wzajem, nurzaj±c siê w pozorów cienie. I, choæ poranny cieñ w po³udnie za¶nie, Ten przez dzieñ ca³y bêdzie wzrasta³ w³a¶nie; Lecz dzieñ mi³o¶ci krótki jest, gdy mi³o¶æ ga¶nie.
Mi³o¶æ rozjarza siê lub ¶wieci ca³± moc±: Gdy minie jej po³udnie, natychmiast jest noc±. Prze³o¿y³
|
Copyright © 1999-2008 • MI£OSNE•INFO • Wiersze, wierszyki i mi³o¶æ