
|
Mi³o¶æ moja tak czyst± ju¿ mi siê nie zdawa, Jakem j± widzia³ wprzódy, Skoro umie, jak trawa, Przetrwaæ zmienno¶æ pór roku i mijania trudy; Ca³± zimê snad¼ ³ga³em, sw± mêkê mi³osn± Zw±c najwiêksz± — boæ przecie¿ zwiêkszy³a siê wiosn±. Lecz je¶li mi³o¶æ, lek ów, co leczy bez koñca Ból wiêkszym bólem, nie jest kwintesencj±, któr± Alchemik destyluje, lecz raczej mikstur± Utart± z cierpieñ duszy i z rze¶ko¶ci S³oñca — Je¶li tak, mi³o¶æ nie jest to abstrakt, jak mniema Ten, kto innej kochanki oprócz Muzy nie ma, Lecz, jak wszystko, z pierwiastków siê sk³ada i sk³ania Czasem do kontemplacji, czasem do dzia³ania.
A jednak mi³o¶æ nie jest wiêksza dziêki wio¶nie, Lecz wyra¼niejsza raczej; Tak jak gwiazda nie ro¶nie Dziêki S³oñcu, lecz b³yszczy coraz to inaczej. Rozkwitaj± na wiosnê czu³e uniesienia Jak p±k z przebudzonego mi³o¶ci korzenia. I je¶li, tak jak krêgi tworz± siê na wodzie Z krêgu jednego, mi³o¶æ urasta i wzbiera — Na jedno niebo sk³ada siê ka¿da jej sfera, Bo wszystkie maj± swoje centrum w twej urodzie. Ka¿da wiosna to ¿arów mi³osnych przydatek, Lecz — jak ksi±¿ê, co nowy nak³ada podatek W czas wojny, za¶ po wojnie ju¿ go nie umorzy — Zima nie cofnie tego, co wiosna przysporzy. Prze³o¿y³
|
Copyright © 1999-2008 • MI£OSNE•INFO • Wiersze, wierszyki i mi³o¶æ