
|
Maud Muller w letnie po³udnie gor±ce Grabi³a siano na zielonej ³±ce. Pod nêdzn± chustk± twarzyczka jej bia³a Kras± i ¶wie¿ym rumieñcem b³yszcza³a. ¦piewa³a, grabi±c — a w lasku nad rzek± Wtórzy³ jej d¼wiêcznie drozd piosnk± dalek±. Lecz gdy na miasto spojrzenie jej pad³o, Co siê ¶miej±ce na wzgórzu rozsiad³o, Pie¶ñ jej zamar³a, nieznana a mi³a Têsknota nagle siê w sercu zbudzi³a — ¯±dz± tajemn± a nieokre¶lon± Za lepsz± dol± zadrgnê³o jej ³ono. Sêdzia powoli jecha³, zadumany, G³aszcz±c wierzchowca po grzywie bu³anej. U gruszy, która cieñ rzuca w dolinê, Zatrzyma³ konia, pozdrowi³ dziewczynê I prosi³ wody z ch³odnego strumyka, Co szemrz±c z cicha, przez ³±kê pomyka. Chyli siê dziewczê na strugê przezrocz±, Dzbanek cynowy nape³nia ochoczo. Skromnie poda³a mu go i nie¶mia³o Spu¶ci³a oczy; liczko jej skra¶nia³o, Kiedy spojrza³a na swe bose nogi I zgrzebne p³ótno spódniczki ubogiej. "Dziêki!" rzek³ sêdzia, "jak ¿yjê, smaczniejszej Wody nie pi³em — i z r±czki ³adniejszej!" Potem j±³ mówiæ o kwiatach, o drzewach, O brzêkach pszczelich i o ptasich ¶piewach; O wonnym sianie, zbiorach, o pogodzie: Czy deszcz przynios± chmury na zachodzie. I Maud przesta³a my¶leæ o spódniczce I bosych nó¿kach. Czu³a na twarzyczce Wzrok jego, tchn±cy spokojem i si³± — By³o jej dziwnie, ra¼nie jako¶, mi³o. Na koniec sêdzia z wolna ruszy³ drog±: Jak ci, co zostaæ radzi, a nie mog±. Maud Muller wznios³o siê westchnieniem ³ono: "Gdybym¿ ja by³a jego narzeczon±! Ubiera³by mnie w jedwab, z³otog³owie I pi³by winem czerwonym me zdrowie! Ojciec w sukiennej chodzi³by odzie¿y, Brat starszy mia³by sw± ³ód¼ u wybrze¿y; Matka ma suknie mia³aby wspania³e, Zabawek pe³no — rodzeñstwo me ma³e; Biedny u drzwi mych nie sta³by daremnie, Ka¿dy by znalaz³ opiekunkê we mnie!" Sêdzia ogl±da³ siê, jad±c, ku ³±ce, Gdzie sta³o dziewczê, wci±¿ w dumach ton±ce. "Milszej dzieweczki w moim ¿yciu ca³em, Ze s³odsz± buzi±, jeszcze nie widzia³em. A ¿e jest skromna, rozs±dna i tkliwa, Nie¶mia³a mowa jej mi to odkrywa. Gdyby¿ to dziewczê mog³o byæ m± ¿on±, A ja z ni± — grabiæ tê ³±kê skoszon±! Wtedy nie drêczy³by mnie ów ja³owy Targ, kto ma s³uszno¶æ — i obroñców mowy; S³ysza³bym wtedy dzwonki st±d, piosenki Ptaków — i s³ów mej ukochanej d¼wiêki". Lecz wspomnia³ siostry swe, zimne i dumne, I pró¿nej matki swej plany rozumne, I zamkn±³ serce — i mocniej spi±³ konia, A Maud wci±¿ sta³a w zadumie w¶ród b³onia. Prze³o¿y³
|
Copyright © 1999-2008 • MI£OSNE•INFO • Wiersze, wierszyki i mi³o¶æ