
|
Nad miastem znowu pnie siê w górê deszcz ciê¿ki jak koni z browaru st±panie
A w nas obojgu jest trzaskanie bicza lecz bardziej ¶lepe dna nienawi¶ci g³êbiej siêgaj±ce któr± jak niegdy¶ mi³o¶ci± k³amiemy tutaj w zaduchu pod brzuchami koni
A ja ci obieca³em ten grzebyk przecudny i dla ciebie po niego pójdê noc± w góry tylko ¿e bêdziesz spa³a z t± zmarszczk± gniewu na czole którym o moje czo³o teraz tr±casz
Tylko ¿e bêdziesz spa³a ja lutnista b³êdny przed snu twego wrotami graæ bêdê daremnie tak ¿e obudz± siê z p³aczem dawno martwe dzieci za¶ rêce kamieni w ziemi zaci¶nie lêk
Tylko ¿e bêdziesz spa³a nieszczêsna bardziej nad orszak ofelii pod tafl± wód niezm±con± tatarak na ¶niadanie pod±¿a
I nie us³yszysz mnie jak wij±c siê jêczê nie us³yszysz g³osu mego rozpiêtego na haku rze¼nickim o vox amoris flatibus ten g³os p³on±cy
Tylko ¿e bêdziesz spa³a s³owa za¶ jakimi wzywaæ powinienem wszystkiego co twoje teraz ju¿ w tym zaduchu kiedy deszcz nabrzmiewa nie przechodz± przez usta i na to jedno m¶ciwie czyham by mieæ sposobno¶æ do zadania ciosu zranienia uduszenia nieludzkiej swej mi³o¶ci dawnej miast której ludzk± k³amiemy nienawi¶æ
Nad miastem z boku na bok przewala siê deszcz wci±¿ jeszcze ¶lepy jak my Prze³o¿y³ Wiktor Woroszylski
|
Copyright © 1999-2008 • MI£OSNE•INFO • Wiersze, wierszyki i mi³o¶æ