
|
By³o to rankiem pogodnego lata, Gdy siê kwiaty i serca otwieraj± t³umem, Gdy niespodzianie ze dwóch koñców ¶wiata, Mi³o¶æ siê zesz³a z Rozumem.
Kupidyn gada³ o ¶nie, co mia³ wczora, Rozum rozmawia³ o piêknej pogodzie, Czas by³ tak s³odki, tak piêkna dnia pora, ¯e poszli razem chodziæ po ogrodzie.
Ch³opczyna biega³, lata³ z mocy ca³ej. Rozum powa¿nym postêpowa³ krokiem, A id±c, w swej postaci wspania³ej Cieñ d³ugi rzuca³ tym i owym bokiem.
Nie dziw, ¿e Kupid, zimnem zdjêty tkliwym, Zwija³ skrzyde³ka i kuli³ siê z dr¿eniem, Bo cieñ Rozumu ogromem straszliwym Stawa³ miêdzy nim i s³oñca promieniem.
Byæ to nie mo¿e, rzecze Kupid ma³y, Nie dla ciebie jednego to s³oñce stworzone, Je¿eli¶ tylko sam o siebie dba³y, Ja pójdê chodziæ w te myrty zielone.
Odchodzi z g³o¶nym i krzykiem i ¶miechem Skacze, za ka¿dym motylem siê goni, Cieszy siê wdziêcznym zefirów oddechem, I pije rozkosz w s³odkiej kwiatów woni.
W¶ród drzew rodzajnych i jasnych granatów Wszystko obrywa³ co znalaz³ na krzaku, Tyle jad³ fruktów, tyle w±cha³ kwiatów, ¯e a¿ syto¶ci do¶wiadczy³ niesmaku.
Lecz gdy w po³udnie s³oñce wyniesione P³omieñ skwarnego rozla³o upa³u, Ch³opczyna, czuj±c si³y swe zemdlone, Z zwieszon± g³ówk± czo³ga³ siê poma³u.
Czarne kêdziorki pot mu obla³ hojny, Czêstym siê piersi wznosz± odetchnieniem.. Ach! gdzie¿ naówczas by³ Rozum spokojny, ¯eby go swoim móg³ och³odziæ cieniem?
Tam gdzie d±b ziemiê kry³ wierzchem szerokim Gdy zmierza kroki mdlej±ce, Znajduje bóstwo w zamy¶le g³êbokim Spokojnie w cieniu le¿±ce.
Przyjmij mnie, rzecze, na twe zimne ³ono, Je¿eli nie chcesz, bym z upa³u zgin±³. Rozum sw± szatê otworzy³ przestrono I t± Kupida woko³o obwin±³.
Jak gdyby zimnym wskro¶ przejêty lodem, Puls w nim biæ przesta³, krew siê zatrzyma³a, Niestety! zbytnim ostudzona ch³odem, Mi³o¶æ na ³onie Rozumu skona³a.
|
Copyright © 1999-2008 • MI£OSNE•INFO • Wiersze, wierszyki i mi³o¶æ