
|
K³êbami dymu niechaj siê otoczê; Niech o m³odo¶ci pomarzê pó³ senny. Czujê, jak pachn± kochanki warkocze, Widzê, jaki ma w oczach blask promienny; Czujê znów smutki têskne i prorocze, Wtóruje mi znów szumi±c li¶æ jesienny, Na pró¿no serce truciznami poim!... Kochanko pierwszych dni! — znów jestem twoim.
Patrzaj! powracam bez serca i s³awy, Jak ob³±kany ptak i u nóg le¿ê. O! nie lêkaj siê ty, ¿e ³abêd¼ krwawy I ma na piersiach rubinowe pierze. Jam czysty! — G³os mój ¶ród wichru i wrzawy S³ysza³a¶... w równej zawsze strojny mierze... U ciebie jednej on siê ³ez spodziewa³, Ty wiesz, jak muszê cierpieæ — abym ¶piewa³.
Id¼ na strumienie, gdzie wianki koralów Na twoje w³osy k³ad³a jarzêbina; Tam si±d¼ i s³uchaj tego wichru ¿alów, Które daleka odnosi kraina; I w pie¶ñ siê patrzaj tê — co jest z opa³ów, A wiêcej kocha ludzi, ni¿ przeklina. I pomy¶l: czy ja duszê mam powszedn±? Ja — co przebieg³szy ¶wiat — kocha³em jedn±.
Twój czar nade mn± trwa. — O! ile¿ razy Na ska³ach i nad morzami bez koñca, W oczach twój obraz, w uszach twe wyrazy, A mi³o¶æ twoje mia³em na kszta³t s³oñca W pamiêci mojej. — Anio³ twój bez skazy Na moich piersiach spa³ — a ³za gor±ca Nigdy mu jasnych skrzyde³ nie splami³a: Twa dusza zna³a to — i przychodzi³a.
W gajach, gdzie ksiê¿yc przez drzewa oliwne Przegl±da blado, jak s³oñce sumnienia, Chodzi³em z tob±, jak dwie mary dziwne, Jedna z marmuru, a druga z promienia; Skrzyd³a nam wiatru nie by³y przeciwne, I nie rusza³y w³osów i odzienia. Miêdzy kolumny na niebie siê kry¶l±c Stali¶my jak dwa sny — oboje — my¶l±c.
Z tak± wiêc cisz± i z tak± powag± Wejdziemy kiedy¶ w Elizejskie bory. My, co¶my ziemiê tê widzieli nag±, Przez piêkne niegdy¶ widzian± kolory, Co¶my poznali, ¿e nie jest odwag± Rozpacznym czynem skoñczyæ ¿ywot chory; Lecz uleczeni przez trucizn u¿ycie, Sercu zadawszy ¶mieræ — znale¼li ¿ycie.
Pierwszy to i raz ostatni, o! mi³a, Mówiê do ciebie. Jest to b³yskawica, Która ci chmurê posêpn± odkry³a, I bole¶æ wysz³a z niej jak nawa³nica; W twoim ogrodzie pustym bêdzie wy³a, Gdy ksiê¿yc pe³ny, jak srebrna ró¿yca Gmachów gotyckich, bia³y blask rozleje W te — gdzie¶my niegdy¶ chodzili — aleje.
B±d¼ zdrowa — odej¶æ nie mogê, choæ s³yszê Wo³aj±ce mnie duchy w inn± stronê; Wiatr mn± jak ciemnym cyprysem ko³ysze I z czo³a mego podnosi zas³onê, Z czo³a, gdzie anio³ jaki¶ skrami pisze Wyrok ³ami±cy mnie miêdzy stracone..... Ja czekam krusz±c wyroki okrutne..... Twe oczy patrz± na mnie — takie smutne! —
B±d¼ zdrowa! drugi raz cud siê powtórzy — Martwy, odemknê ci w grobie ramiona, Kiedy ty przyjdziesz do zbiela³ej ró¿y Podobna, zasn±æ. — Dosyæ! Pie¶ñ skoñczona! Oko siê moje senne ³zami mru¿y, Ró¿e uwiêd³y — czara wychylona, I pie¶ñ gdzie¶ leci ode mnie echowa... Ju¿ po¿egna³em ciê — jeszcze b±d¼ zdrowa! |
Copyright © 1999-2008 • MI£OSNE•INFO • Wiersze, wierszyki i mi³o¶æ