wiersze

wierszyki

Juliusz S³owacki

Sumnienie

Przekl±³em — i na wieki rzuci³em j± sam±,

I wzburzony, nim ksiê¿yc zab³ysn±³ wieczorem,

Ju¿em siê od niej d³ugim rozdzieli³ jeziorem.

A gdy siê toñ jeziora ksiê¿ycow± plam±

Osrebrza³a, gdy wichry zawiewa³y ch³odniej,

Jam jeszcze lecia³ — jeszcze ucieka³em od niej.

 

I mo¿e bym zapomnia³ — bo koñ lecia³ skoro.

Bo mi targa³y my¶li têtni±ce kopyta.

Gdzie ona? — oszukana — przeklêta — zabita...

Wszak jêk tu nie doleci, wszak ³ez nie zobaczê.

Patrzê na niebo, ksiê¿yc, na gwiazdy, jezioro...

To jezioro — to fala — to nie ona p³acze.

 

I mo¿e bym zapomnia³... lecz gdy to spostrzeg³a

Blada ¶wiat³o¶æ ksiê¿yca, krok w krok za mn± bieg³a.

Pró¿no siê zatokami wê¿owymi krêcê,

Wszêdy mnie ksiê¿ycowa kolumna dopad³a,

Jakby siê ta kobieta do stóp moich k³ad³a

I niema p³aczem, za mn± wyci±ga³a rêce.


sitemap

Clicky Web Analytics