
|
Ciemne, g³adziutkie warkocze, wzrok, który rzês± siê mroczy: w dzieñ jasny, chwil± szczê¶liw± Helka ma oczy siwe.
Fartuszek w paski lub w kratkê, u¶miech leciutki, lecz rzadko. Jak w wiecznej lampie p³omienie pali siê ¶wiat³o jej w cieniu.
Pani kontenta z Helki; spokój ma w domu wielki, w salonie i kuchni — cisza, równo ¶cierki wyprane wisz±.
Lecz gdy Helka idzie na rynek, ogl±daj± siê za ni± dziewczyny, mówi stró¿ do kucharki z przeciwka: "Nie ma co, warta tego dziewka!"
Kiedy milcz±c omija stragany, ¿yd kupcow± tr±ca kolanem: "Patrzno pani, o to liczko ho¿e Jeden zbój drugiego zabi³ no¿em!"
Ciemne, g³adziutkie warkocze... Krew ostyg³a, rana nie broczy, bruk zamietli, plamê zmyli, a tamtego zaraz zamknêli.
My¶li Helka nios±c jarzyny: "Jak wypuszcz± go — chyba zginê!" Có¿, ¿e id±c szepc± kobiety: "Idzie Helka, narzeczona bandyty..."
Byle przetrwaæ w ciszy najcichszej, gdzie nie dojrzy nikt, nie dos³yszy, byle skryæ siê z sercem zbyt pe³nym, w ciasnej kuchni spokój zupe³ny.
Byle ca³ej w ³unie nie sp³on±æ, byle lamp± trwaæ niezgaszon±, we mgle ¿alu i têsknot spiekach... I doczekaæ, doczekaæ, doczekaæ...
|
Copyright © 1999-2008 • MI£OSNE•INFO • Wiersze, wierszyki i mi³o¶æ