
|
[I]
Moja dusza jest ³±k± chaotycznych kwieci — Czasem nêc± j± gwiazdy, czasem usta ¶wie¿e, A czasem, ksiê¿ycowe ¶ciele sobie le¿e I z niego w wir ¿yciowych rzuca siê zamieci.
Moja dusza jest pie¶ni± lat d³ugich stuleci — Czasem rzewna, jak ¶wiête prababek pacierze, Czasem, my¶l± goni±ca mord, krew i grabie¿e, Jak rumak bezwêdzidlny, rozhukany leci.
Tej duszy ¶ni± siê ¦wiête, lub te¿ kurtyzany — Dym kadzide³, sk±pany w bakchicznej wonno¶ci — I wówczas jej weselne ¶piewaj± peany,
¯e Rozkoszy potêg± ¶wiat powsta³ z nico¶ci... Lecz niebawem pokutna, znowu w prochu le¿y, I z ¿alu na twarz pad³szy — w Niebo jasne wierzy.
[II]
Wieniec Ci plotê — w szmaragdy mirtowe K³adê dziewicze uskrzydlone p±ki Zerwane z Marzeñ mistycznej Twej £±ki, By Ci owi³y skrzyd³a Ikarowe.
Twe skrzyd³a? Duszo? Patrz, w bia³± osnowê Skrzydlatych pêdów pn± siê kwiaty ziemi I biel ich gniot± barwy jaskrawemi — W purpurze sza³u — brutalne — zmys³owe.
Pi³a¶ ich wonie?... Spragniona i g³odna? Duszo ma? Duszo z ¿aru i pieszczoty — Mêtn± strug wodê la³a¶ w puchar z³oty?
I toast ¿ycia wychyliwszy do dna, Smutek pogrzebny masz popio³ów urny? . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . Duszo gdzie¿ lot Twój? Lot Twych skrzyde³ górny?
[VI]
Idziesz ku mnie?... Poza mn± las krzy¿ów sczernia³y, Wiêc strudzonam jest bardzo... czczych szuka³am cieni, Po ¿yciowych go¶ciñcach, pielgrzymie sanda³y Opylaj±c w b³otnistej ³ez i krwi bezdeni.
Zwiêd³e kwiaty, blademu ur±gaj±c czo³u, Wyostrzaj± siê w kolce cierniowej obrêczy — A d³onie grzebi± w urnie styg³ego popio³u, Swój umar³y, a ¶wietny ongi, sen m³odzieñczy.
O biedny, wyszydzony, na strzêpy podarty ¦nie m³odzieñczy o jasnym gmachu kryszta³owym — Gdzie zaklêty królewicz, ¶ni±c na lutni wsparty, Ust mych czeka³, by ¿yciem natchnê³y go nowym!
O sny zwiêd³e! O kwiaty otrz±¶niête z rosy! B³êkitne nad strumieniem niezabudek twarze! O wonne m³odym zielem polne sianokosy! O cicho rozespane stepowe cmentarze!
Wszystko widzê dzi¶ znowu w szele¶cie Twych kroków — S³yszê ba¶nie i wonie z ogrodów m³odo¶ci — I czujê jak Twe d³onie ju¿ z b³êkitnych mroków,
Id± do mnie, o Dobra, o pe³na Lito¶ci... . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . Lecz czemu¿ siê do Ciebie trzeba wlec tak d³ugo!... I wpierw gorycz ssaæ z kwiatów bezwonnych korony... I wpierw wargi zapoiæ przydro¿n± trza strug± — A¿ przesytu d³awi±ce w pier¶ siê wedr± szpony.
A¿ w Rozpaczy siê przejrzym upiornej ¼renicy, Wê¿em Wstrêtu omdla³e opaszem ramiona — I strudzeni siê staniem, jak bladzi p±tnicy, Na Golgocie swych marzeñ, gdzie Bóg w prochu kona. |
Copyright © 1999-2008 • MI£OSNE•INFO • Wiersze, wierszyki i mi³o¶æ