
|
Skuła nam nogi ciemna siła w płynie tłoczonym z maku, lecz całe szczęście, że świeciła twa klamra ze szmaragdu;
kłułem policzki, biłem pięścią w rozmarzających dymach, bo sen od maku szedł krawędzią — ciemnoniebieski ślimak;
Karakuliambro, olbrzym słodki ze starych bohomazów to był łeb śpiący twojej ciotki, Wielkiej Xiężnej Kaukazu;
stał świecznik z pięciu Murzynami przy śpiącej w oknie, blisko — ślimak obwąchał ją różkami, a potem zniknął nisko;
i ty zginęłaś nagle. — Gdzieś ty? lecz głos mi w piersiach zamarł... — Ach, tutaj jestem, tu, gdzie świeci ta ze szmaragdu klamra;
chciałem zapalić kandelabry, nie dałaś, smagła panno, i przez korytarz jak przez Afrykę szliśmy jeszcze nieznaną;
do stajni trzeba było pobiec: zdawało się daleko... Na wiązce słomy spał Joe, chłopiec Dickensa, wuja twego;
owczarz z obliczem spał wesołym, a księżyc stał za węgłem, więc sam karetę wyciągnąłem i koni sześć zaprzęgłem;
podczas odjazdu żadnych osób, pudeł gniotących w piętę, bo Biblia tylko, rurki do włosów Wielkiej Xiężnej świśnięte;
ach, jak się śmiałaś, niegodziwa, kiedym zacinał konie, że ciotka na Murzynów kiwa, by szli do łóżka do niej!
Na przełaj! przez truskawki, miła, dojedzie się do traktu — gadały koła i świeciła twa klamra ze szmaragdu.
|
Copyright © 1999-2008 • MIŁOSNE•INFO • Wiersze, wierszyki i miłość