
|
Kiedy ch³ód fioletowy od±³ usta chimerom, strzeg±cym schodów promiennych, co prowadzi³y do wnij¶cia, olbrzymiog³owy Küferlin uniós³ ¿onê jak ber³o i do ³o¿nicy j± zaniós³, i z³o¿y³ na miêkkich li¶ciach.
Wiêc muzykanci poczêli stroiæ narzêdzia kruche, aby im by³o s³odziej i ciszej, i bardziej miêkko, lecz nie znale¼li poklasku, i skin±³ Küferlin rêk±, i graæ rozkaza³ piorunom, dêbom grzmieæ, gwizdaæ wichurom.
Zwêzi³y siê oczy ¿ony od tego huku, od trwogi, p³akaæ poczê³a cicho, bardzo cicho, jak strumieñ; t³umaczy³a mu, ¿e jest ma³a, ¿e boi siê, ¿e nie rozumie... Na pró¿no: ¶mia³ siê Küferlin i spala³ j± wolno, jak ogieñ.
A potem ju¿ by³o cicho. Powietrze pachnia³o morw± i po ramionach ¿ony pot sp³ywa³ jak srebrny ocean... Wiêc kiedy siê u¶miechnê³a, westchnê³a i usnê³a, przez okno w powale wpad³ ksiê¿yc i Küferlina porwa³.
"Oto mnie w rêce porywa astrologiczny ksiê¿yc!" wrzasn±æ zd±¿y³ Küferlin, a ju¿ rozkrêcone w³osy ci±gn± mu g³owê do góry, a za g³ow± brzuch i w niebiosy tak ulatuj± we dwójkê, a ¿ona ¶pi i nic nie wie.
O ¶wicie p³aka³ Küferlin. ¦mia³a siê ¿ona i z konwi la³a z³ocist± wodê w dziecinne usta kwiatów. "G³upcze — mówi³a do mê¿a — on by naprawdê ciê porwa³, gdybym za ucho ciê mocno nie uchwyci³a zêbami..."
|
Copyright © 1999-2008 • MI£OSNE•INFO • Wiersze, wierszyki i mi³o¶æ