
|
Rad jestem, ¿e nareszcie zim± siê poznamy, moja szkocka kuzynko — pozwól, ¿e tymczasem nasz dom niewielki, zewsz±d okolony lasem, opisz± tobie wiernie, pocz±wszy od bramy:
Kastor i Polluks, bracia, klêcz± na filarach twarz± ku sobie, w górze jest rodzaj frontonu, na który mi³e ¶wiat³o pada z niebosk³onu promieniami prostymi jak struny w gitarach; by rzec prawd±, t± bram± nikt siê nie zachwyca; budowniczy by³ wa³koñ, ³otr i pijanica.
Obok bramy jest furtka; tutaj oko ciesz± dwa dzwonki: jeden czarny, a drugi zielony; ten czarny jest dla go¶ci, którzy id± pieszo, a dla tych, co w pojazdach, oddzwania zielony.
Zadzwoñmy. Mo¿na dzwoniæ d³u¿ej albo krócej, grunt cierpliwo¶æ, a brzydko, gdy z³o¶æ nami trzêsie, trzeba wiedzieæ, ¿e lubi myszkowaæ w kredensie albo pasjansa stawiaæ nasz dobry Pafnucy. Wiêc s³uchaj, je¶li furtka otworzy siê zaraz, przejdziemy parê kroków i ujrzymy taras:
Wychodzi on na zachód; szeroki jak pla¿a; wystarczy, ¿e cz³ek si±dzie, a ju¿ siê rozmarza i do gwiazd chce potêskniæ, i nie mówiæ s³owa; tu noc± nieraz milczê, z mego serca dam±, a s±dzê, droga Floro, ¿e w Szkocji tak samo: ¿e razem noc i ksiê¿yc to noc ksiê¿ycowa.
¦wietny taras! lecz chyba zmieniê balustradê; stopnie w ogród, za¶ ogród ³±czy mi siê z sadem, sad z lasem, a w tym lesie dêby oczywi¶cie; lecz o tych rzeczach innych chyba w innym li¶cie.
Wejd¼my do domu: Zwyk³y ¶wiecznik holenderski paraduje nad sto³em, przy którym siê jada; ¶wiecznik ten s³u¿y³ jeszcze u mego pradziada i jego troski z³oci³ swym ¶wiat³em anielskim, z dziada na ojca przeszed³. Czasem sobie marzê, ¿e moja córka ¶wiecznik ten wnukom przeka¿e...
Teraz s³uchaj: Na ¶cianie wschodniej s± dwie szafki z napisem NARCOTICA, VENENA... widzê blado¶æ, Szkotko, nie dr¿yj, bo czyni±c kaprysowi zado¶æ, kaza³em to kaligrafowaæ — dla zabawki; z jednej skrzynki i z drugiej mi³a woñ wylata, w jednej bowiem jest kawa, a w drugiej herbata, kordia³ królów, specjalno¶æ mojej chmurnej pani; lepszej, Floro, z pochodni± szukaj w swej Brytanii, uwa¿aj±c, by wrz±tek gada³ w dzbanku z cyny, a esencja w czajniczku flamandzkim; nikomu nie uda siê herbata tak jak w naszym domu, zapach cierpki, czerwieni± prze¶ciga rubiny...
Lecz wróæmy do tematu: Dwie zielone ¶wiece zieleni± siê z kominka niby dwu³odyga; piece — nonsens; do diab³a wyrzuci³em piece, s³awa ¶wiat³u kominka! Niech nam sto lat miga!... Przy kominku orzechy na dêbowej tacy, dziadek i s³oik z miodem, tu¿ fotel ze skóry cielêcia, obok pó³ki z ksi±¿kami i z góry jakoby dwa promienie: Pliniusz i Horacy, w nim ten wiersz o wznosz±cej ramiona Phidyle... s³ychaæ ¶miech: To kominek gra sw± krotochwilê.
Jak konie skacz± cienie; blask izby rozszerza; tabun cieni w step zmienia mieszkania obszary — i o¿ywaj± miasta id holandzkich talerzach, lampy lampom co¶ mówi±, zegarom zegary, zwyk³y zydel nabiera sekretu rebusa, a sen ró¿d¿k± niebiesk± stuka w drzwi lamusa.
Gdy noc g³êbsza zasnuje nas swym s³odkim dymemr zasypiamy oboje w ³ó¿ku z baldachimem, nad baldachimem strop jest, wy¿ej dach, noc, sowa stoi na szczycie dachu, ¶pi±c. Ksiê¿yca pe³nia ¶wiêt± prawd± szanowny mózg sowi nape³nia, ¿e noc i ksiê¿yc razem to noc ksiê¿ycowa. |
Copyright © 1999-2008 • MI£OSNE•INFO • Wiersze, wierszyki i mi³o¶æ