wiersze

wierszyki

Konstanty Ildefons Ga³czyñski

Opis domu poety

(fragmenty)

Rad jestem, ¿e nareszcie zim± siê poznamy,

moja szkocka kuzynko — pozwól, ¿e tymczasem

nasz dom niewielki, zewsz±d okolony lasem,

opisz± tobie wiernie, pocz±wszy od bramy:

 

Kastor i Polluks, bracia, klêcz± na filarach

twarz± ku sobie, w górze jest rodzaj frontonu,

na który mi³e ¶wiat³o pada z niebosk³onu

promieniami prostymi jak struny w gitarach;

by rzec prawd±, t± bram± nikt siê nie zachwyca;

budowniczy by³ wa³koñ, ³otr i pijanica.

 

Obok bramy jest furtka; tutaj oko ciesz±

dwa dzwonki: jeden czarny, a drugi zielony;

ten czarny jest dla go¶ci, którzy id± pieszo,

a dla tych, co w pojazdach, oddzwania zielony.

 

Zadzwoñmy. Mo¿na dzwoniæ d³u¿ej albo krócej,

grunt cierpliwo¶æ, a brzydko, gdy z³o¶æ nami trzêsie,

trzeba wiedzieæ, ¿e lubi myszkowaæ w kredensie

albo pasjansa stawiaæ nasz dobry Pafnucy.

Wiêc s³uchaj, je¶li furtka otworzy siê zaraz,

przejdziemy parê kroków i ujrzymy taras:

 

Wychodzi on na zachód; szeroki jak pla¿a;

wystarczy, ¿e cz³ek si±dzie, a ju¿ siê rozmarza

i do gwiazd chce potêskniæ, i nie mówiæ s³owa;

tu noc± nieraz milczê, z mego serca dam±,

a s±dzê, droga Floro, ¿e w Szkocji tak samo:

¿e razem noc i ksiê¿yc to noc ksiê¿ycowa.

 

¦wietny taras! lecz chyba zmieniê balustradê;

stopnie w ogród, za¶ ogród ³±czy mi siê z sadem,

sad z lasem, a w tym lesie dêby oczywi¶cie;

lecz o tych rzeczach innych chyba w innym li¶cie.

 

Wejd¼my do domu: Zwyk³y ¶wiecznik holenderski

paraduje nad sto³em, przy którym siê jada;

¶wiecznik ten s³u¿y³ jeszcze u mego pradziada

i jego troski z³oci³ swym ¶wiat³em anielskim,

z dziada na ojca przeszed³. Czasem sobie marzê,

¿e moja córka ¶wiecznik ten wnukom przeka¿e...

 

Teraz s³uchaj: Na ¶cianie wschodniej s± dwie szafki

z napisem NARCOTICA, VENENA... widzê blado¶æ,

Szkotko, nie dr¿yj, bo czyni±c kaprysowi zado¶æ,

kaza³em to kaligrafowaæ — dla zabawki;

z jednej skrzynki i z drugiej mi³a woñ wylata,

w jednej bowiem jest kawa, a w drugiej herbata,

kordia³ królów, specjalno¶æ mojej chmurnej pani;

lepszej, Floro, z pochodni± szukaj w swej Brytanii,

uwa¿aj±c, by wrz±tek gada³ w dzbanku z cyny,

a esencja w czajniczku flamandzkim; nikomu

nie uda siê herbata tak jak w naszym domu,

zapach cierpki, czerwieni± prze¶ciga rubiny...

 

Lecz wróæmy do tematu: Dwie zielone ¶wiece

zieleni± siê z kominka niby dwu³odyga;

piece — nonsens; do diab³a wyrzuci³em piece,

s³awa ¶wiat³u kominka! Niech nam sto lat miga!...

Przy kominku orzechy na dêbowej tacy,

dziadek i s³oik z miodem, tu¿ fotel ze skóry

cielêcia, obok pó³ki z ksi±¿kami i z góry

jakoby dwa promienie: Pliniusz i Horacy,

w nim ten wiersz o wznosz±cej ramiona Phidyle...

s³ychaæ ¶miech: To kominek gra sw± krotochwilê.

 

Jak konie skacz± cienie; blask izby rozszerza;

tabun cieni w step zmienia mieszkania obszary —

i o¿ywaj± miasta id holandzkich talerzach,

lampy lampom co¶ mówi±, zegarom zegary,

zwyk³y zydel nabiera sekretu rebusa,

a sen ró¿d¿k± niebiesk± stuka w drzwi lamusa.

 

Gdy noc g³êbsza zasnuje nas swym s³odkim dymemr

zasypiamy oboje w ³ó¿ku z baldachimem,

nad baldachimem strop jest, wy¿ej dach, noc, sowa

stoi na szczycie dachu, ¶pi±c. Ksiê¿yca pe³nia

¶wiêt± prawd± szanowny mózg sowi nape³nia,

¿e noc i ksiê¿yc razem to noc ksiê¿ycowa.

sitemap