
|
II
Pochylony nad stołem we wschodzącej zorzy łunie ręce twoje opisuję, serce twoje opisuję;
smak twych ust jak morwa cierpki i głosu pochmurną słodycz, i uszy twe jak wysepki, które z dala widział Odys.
Ten obłok jest twoją twarzą, ten horyzont, ta akacja. Pióro maczam w kałamarzu i litery wyprowadzam.
Niech staną rządek przy rządku jak ptaki złote i modre, by z najprawdziwszego wątku powstał najprawdziwszy portret.
Minął dzień. Wciąż prędzej, prędzej szybuje czas bez wytchnienia A ja chciałbym twoje ręce ocalić od zapomnienia
III
Ile razem dróg przebytych? Ile ścieżek przedeptanych? Ile deszczów, ile śniegów wiszących nad latarniami?
Ile listów, ile rozstań, ciężkich godzin w miastach wielu? I znów upór żeby powstać i znów iść, i dojść do celu.
Ile w trudzie nieustannym wspólnych zmartwień, wspólnych dążeń? Ile chlebów rozkrajanych? Pocałunków? Schodów? Książek?
Ile lat nad strof tworzeniem? Ile krzyku w poematy? Ile chwil przy Bethovenie? Przy Corellim? Przy Scarlattim?
Twe oczy jak piękne świece, a w sercu źródło promienia. Więc ja chciałbym twoje serce ocalić od zapomnienia.
IV
Oto jest nasz dzień codzienny, nasze małe budowanie, trud uparty i niezmienny, nieustanne kształtowanie.
Słońce wschodzi i zachodzi, drzewa kwitną liście ronią, my strumień rzeczywistości kształtujemy naszą dłonią
Jesteśmy cząstką w zespole, z niego płynie nasza siła — żeby chleb leżał na stole, a pracom lampa świeciła;
By czas jak pochodnia płonął jednako: dzień czy mgła nocna Stoimy przy życiu, żono, jako tkacze przy swych krosnach.
Z dnia na dzień tkaninę tkamy wzorzystą dla pokolenia. Chciałbym i blask naszej lampy Ocalić od zapomnienia. |
Copyright © 1999-2008 • MIŁOSNE•INFO • Wiersze, wierszyki i miłość