wiersze

wierszyki

Konstanty Ildefons Gałczyński

Pieśni

II

 

Pochylony nad stołem

we wschodzącej zorzy łunie

ręce twoje opisuję,

serce twoje opisuję;

 

smak twych ust jak morwa cierpki

i głosu pochmurną słodycz,

i uszy twe jak wysepki,

które z dala widział Odys.

 

Ten obłok jest twoją twarzą,

ten horyzont, ta akacja.

Pióro maczam w kałamarzu

i litery wyprowadzam.

 

Niech staną rządek przy rządku

jak ptaki złote i modre,

by z najprawdziwszego wątku

powstał najprawdziwszy portret.

 

Minął dzień. Wciąż prędzej, prędzej

szybuje czas bez wytchnienia

A ja chciałbym twoje ręce

ocalić od zapomnienia

 

III

 

Ile razem dróg przebytych?

Ile ścieżek przedeptanych?

Ile deszczów, ile śniegów

wiszących nad latarniami?

 

Ile listów, ile rozstań,

ciężkich godzin w miastach wielu?

I znów upór żeby powstać

i znów iść, i dojść do celu.

 

Ile w trudzie nieustannym

wspólnych zmartwień, wspólnych dążeń?

Ile chlebów rozkrajanych?

Pocałunków? Schodów? Książek?

 

Ile lat nad strof tworzeniem?

Ile krzyku w poematy?

Ile chwil przy Bethovenie?

Przy Corellim? Przy Scarlattim?

 

Twe oczy jak piękne świece,

a w sercu źródło promienia.

Więc ja chciałbym twoje serce

ocalić od zapomnienia.

 

IV

 

Oto jest nasz dzień codzienny,

nasze małe budowanie,

trud uparty i niezmienny,

nieustanne kształtowanie.

 

Słońce wschodzi i zachodzi,

drzewa kwitną liście ronią,

my strumień rzeczywistości

kształtujemy naszą dłonią

 

Jesteśmy cząstką w zespole,

z niego płynie nasza siła —

żeby chleb leżał na stole,

a pracom lampa świeciła;

 

By czas jak pochodnia płonął

jednako: dzień czy mgła nocna

Stoimy przy życiu, żono,

jako tkacze przy swych krosnach.

 

Z dnia na dzień tkaninę tkamy

wzorzystą dla pokolenia.

Chciałbym i blask naszej lampy

Ocalić od zapomnienia.

sitemap