
|
I
Zima by³a, gdy wysiad³em z autobusu i rzuci³em siê w twoje ramiona, i twych w³osów, twych wieczornych w³osów ogarnê³a mnie woñ niezmo¿ona.
Ksiê¿yc zni¿y³ siê, b³ysn±³ nad klamk± potem odszed³ i wpl±ta³ siê w drzewo. Pier¶cieñ nocy nad nami siê zamkn±³ i otwar³o siê siódme niebo.
II
Choæ godzina trochê pó¼na, jeszcze ¶wiec± twoje okna, wiêc wo³amy — Hola wpu¶æ nas, wpu¶æ¿e nas, pochmurnooka —
nie bêdziemy spaæ na dachu, otwórz drzwi i wprowad¼ w nocy w twe mieszkanie pe³ne ptaków, instrumentów, ¶wiec p³on±cych.
Przelecimy przez pokoje wiatrem, walcem, t³umem szumnym, oz³ocimy loki twoje d¼wiêkiem gitar siedmiostrunnym.
IV
Ty jeste¶ najpiêkniejsze zwierzêta, w³osy twoje o ¶wicie s± modre, ty¶ wysoko jak ¶wiat³a na okrêtach, do oddechu twojego siê modlê.
Tobiem wszystkie zbudowa³ istrumenty, wszystkie owoce zniós³, wszystkie kwiaty, ciebie ¶cigam przez wszystkie firmamenty, wszystkie ¶wiaty, wszystkie klimaty.
V
Zadzwoni³y zausznice z miedzi, zadzwoni³y jak dzwony Bizancjum, wicher ¶nie¿ny za oknem zabredzi³ nad Grenobl±, nad górzyst± Francj±.
Na paznokciach twych, na w³osów splotach ptaki ¶wiate³ gubi³y swe pióra. Nagle ptaki zgas³y. Ciemnoz³ota nadci±ga³a mi³o¶æ jak chmura.
1945
|
Copyright © 1999-2008 • MI£OSNE•INFO • Wiersze, wierszyki i mi³o¶æ