wiersze

wierszyki

Konstanty Ildefons Ga³czyñski

Szekspir i chryzantemy

Kiedy noc± odp³ywa³ okrêt do Arabii,

od fajerwerków huczn±, a od bólu niem±,

d³ugo jeszcze z pok³adu twoje oko wabi³

lunatyczny kochanek z bia³± chryzantem±.

 

Nie wierz temu kwiatowi: kochanek ciê zdradza,

"pr±dem rzek obojêtnych niesion w uj¶cia stronê" —

choæ zielone twe oczy i usta czerwone,

jak nad tob± jest jego, nad nim inna w³adza.

 

Morze to teatr z wody i na tym teatrze

pójdzie graæ swoj± sztukê po¶ród tr±b Szekspira —

ty jeste¶ taka ma³a, ty jeste¶ jak lira —

jego ¶ladów na piasku ¿aden wichr nie zatrze.

 

Nie wierz mu: on jest w¶ciek³ym kochankiem Rimbaudów,

ty¶ jest sercem zgubionym na pla¿y pochy³ej;

jego oczy s± straszne, twoje — tylko mi³e —

on to pos±g i duma, i klêska narodów.

 

Nie p³acz, przestañ, bo przyjd± jeszcze ciê¿sze noce —

wszak mi³o¶æ jest cierpieniem, nie fraszk± ja³ow±.

Dosyæ, kiedy, smakuj±c zamorskie owoce,

usta sobie przypomni, soczystsze nad owoc.


sitemap