
|
Ko¶ci twoich pragnê domacaæ siê, kochana, abym móg³ Ciê rozpoznaæ w Dzieñ Zmartwychwstania
(ze ¶redniowiecznej poezji hiszpañskiej)
Scze¼niemy Irenko, obsypiemy siê w proch i py³, wess± nas glina i i³, rozjarzy popió³ radioaktywny...
Mniejsza tu o mnie, ale bez fa³szywego wstydu podgl±dam Ciê nocami od kilku gwa³townych tygodni nieswoim okiem nieskoñczono¶ci i upijam siê gorzk± ¶lin±.
Twoje piersi, twoja szyja, twoje uda i usta... Nikt tego ju¿ nie powtórzy, nikt nie zdo³a odtworzyæ z nico¶ci.
Twoje po¶ladki i biodra, kiedy klêczysz, schylona i korna wobec nadci±gaj±cych gwiazd,
kurczowo czepiaj±c siê sier¶ci dywanu, pod którym szamoce siê ¶mieræ, powstrzymana na parê dr¿eñ i westchnieñ.
Kto mówi o sprawiedliwo¶ci lub o sensie? Ale co za straszliwe marnotrawstwo!
Zestarzejesz siê, Irenko, scze¼niesz, raz na zawsze rozwi±zane bêd± linie twoich ramion, kszta³t brzucha i jego gniazdo.
Powinienem odej¶æ, aby nie zapomnieæ, tyle ¿e i wtedy wraz ze mn± przepadn±.
Gdybym jako¶ poczuwa³ siê wobec wieczno¶ci, wierzy³ w zmartwychwstanie i ¿ywot, i S±d Ostateczny — powinien by³bym teraz, zabiæ Ciê, Irenko.
Zabiæ, poæwiartowaæ, rozrzuciæ po ¶niegach wieczystych. Wszystkich by¶ rozgrzeszy³a swym wzej¶ciem ¶wietlistym.
|
Copyright © 1999-2008 • MI£OSNE•INFO • Wiersze, wierszyki i mi³o¶æ