wiersze

wierszyki

Krzysztof Kamil Baczyñski

Wybór

(fragment)

Uczyniwszy na wieki wybór,

W ka¿dej chwili wybieraæ muszê.

J. Liebert

 

Noc zielona by³a po dniu skwarnym

g³êboko¶æ jej szumia³a jakby li¶cie czarne,

w których mleczny rdzeñ wyrós³, i kroplami gwiazd

odmierza³ siê powoli nieostro¿ny czas.

 

Maria czeka³a cicho. I zda³o siê, p³on±³

¶wiat ogromny w oddechu nieba jak otch³anie,

co wia³o wielkim oknem na stó³, na pos³anie

bia³e i nie dotkniête. Czeka³a. W milczeniu

na piersi rêce k³ad³a i wtedy siê pieni³

krwi jej rozgrzany napój i owoce mleczne

pêcznia³y pod jej d³oni±, i czu³a, jak bije

bolesna pi±stka serca. I czu³a, ¿e ¿yje

³ody¿ka w niej maleñka, listeczkami dwoma

obejmuj±ca mi³o¶æ ca³±, jak± ona

i on zamknêli w sobie. I gdy rêkê ni¿ej

obsunê³a, poczu³a, jak j± szorstko li¿e

p³omienny jêzyk ciszy. Brzuch mia³a jak kroplê

ogromn±, w roz³o¿yst± misê biódr zamkniêty.

W takiej ciszy s³ysza³a, jak na godzin stopnie

pnie siê w niej ten ro¶linny puch, twardnieje w orzech —

— to by³o dziecko ma³e, które wyko³ysali

ciep³ym swych cia³ pomrukiem jak szelestem morza

w jej pe³niê i dojrza³o¶æ, która równa ziemi

ogarnê³a i ros³a r±czkami drobnemi,

zarysem ust ró¿owych, ro¶link± maleñk±,

któr± czu³a pod lekko wyci±gniêt± rêk±

i która dzi¶ siê spe³ni, i wzejdzie cz³owiekiem

nad przymru¿on± lekko ziemi z³ej powiek±,

¿eby siê staæ czym? kwiatem, pow³ok± czy ³z±?


sitemap