wiersze

wierszyki

Li T`ai-Po

List z Czang-Kanu

Gdy mi grzywka czo³o zas³aniaæ zaczê³a,

Przed bram± zrywa³am kwiaty dla zabawy.

Wtedy ty¶ hasa³ na koniu z bambusu,

Krêc±c siê przy ³awie, gdzie ¶liwki le¿a³y.

Na przedmie¶ciu Czang-kan mieszkali¶my razem,

Dwoje ma³ych dzieci, nie znaj±cych z³ego.

Maj±c lat czterna¶cie ¿on± tw± zosta³am,

Wstydzi³am siê bardzo twarz ods³oniæ swoj±

I ku ciemnej ¶cianie opuszcza³am g³owê,

Na tysi±ce jêków ¿adnej odpowiedzi.

Maj±c lat piêtna¶cie brwi zaczê³am czerniæ,

Chcia³am, by¶my razem w proch siê obrócili.

By³e¶ wierny jak ten, co siê trzyma³ s³upa.

Nie wesz³am na wie¿ê czekaj±cej ¿ony.

Mia³am lat szesna¶cie, gdy¶ w podró¿ pojecha³,

Gdzie rzeka spieniona ¶ci¶niêta w w±wozie,

Której miesi±cami w bród przej¶æ nie mo¿na.

Gdzie w niebo siê wzbija wycie ma³p ¿a³osne.

Przed bram± kroków twoich stare ¶lady

Mech jeden po drugim zielony zarasta,

Mchu nie mog³am wyrwaæ, bo wrós³ ju¿ g³êboko.

Za wcze¶nie postr±ca³ li¶cie wiatr jesienny

I ¿ó³te motyle daremnie fruwaj±

Parami nad traw± Zachodniego Sadu.

Taki widok wzrusza i rani me serce.

Siedzê sama. Wiêdnie rumieniec mej twarzy.

Czy prêdzej, czy pó¼niej zejdziesz z Sycz'uanu,

Kiedy list twój wczas dojdzie do naszego domu,

By spotkaæ siê z tob± nie ma d³ugiej drogi,

Do portu Czang-feng-sza prosto pójdê chêtnie.

Prze³o¿y³ Witold Jab³oñski


sitemap

Clicky Web Analytics