
|
Oczy jego siê pal± krwawo jak karbunku³, £ami±c ¶wiat³o na granicach ¼renicy szlifierskiej; Skóra — jak ³±ka w maju od z³otych ranunku³ — Pstrzy siê, bogatsza w deseñ ni¿ kobierzec perski.
Jego ruch — rze¼biona "bez koñca" melodia... Syk jego metaliczny ma w³asno¶æ narkozy, Monotonny, jak lasów i ¼róde³ psalmodia, Usypia, odurzaj±c woni± tuberozy...
A wtedy W±¿ przebija ust soczyst± czerwieñ Uk³uciem ¿±d³a na wskro¶ do serca materii I kroplê jadu wpuszcza w rdzeñ jego unerwieñ Rozkoszy przera¼liwej... w konwulsjach histerii.
Usta raz uk±szone nie lecz± siê z rany, Lecz ran ¿±dne, warg nie chc± ju¿ odj±æ od ¿±d³a! A¿ twarz pozielenieje... a¿ wzrok ob³±kany Cieñ okr±¿y... A¿ dusza w tym ciele uwi±d³a
Skona w¶ród spazmów ¶miechu... Co noc straszny Demon W lubie¿nych skrêtach wznosi cia³a swego magnes Ku jednej z rozwiniêtych w eterze anemon: U¶miechniêtej niewinnie, bia³ej, s³odkiej Agnes.
Ona go czuje... usta ku ¿±d³u roztula, Zlatuj±c wprost ku niemu z eterycznej hali... Z oczami zamkniêtymi tak, jak Somnambula, Po czar-truciznê, który na wêgiel j± spali!
|
Copyright © 1999-2008 • MI£OSNE•INFO • Wiersze, wierszyki i mi³o¶æ