
|
O Psyche! gdyś spłoniona i od pieszczot drżąca, Na sennych ustach niosąc pocałunków żary, Wstała, by schwytać jasność bladego miesiąca I zamknąć ją we wnętrzu kryształowej czary, I z lampą tą, srebrzącą palce twe różowe Nim błysnął złotym okiem purpurowy ranek, Schylona nad pościelą, gdzie spał twój kochanek, Cicho płonąc, patrzyłaś na drogą tę głowę; Wtedy z dreszczem rozkoszy i z trwogą tajemną Ujrzałaś, że ten, który upojeniem błogiem Przeniknął twą istotę w noc cichą, w noc ciemną, Był — bogiem! Cóż jednak, gdybyś lampę swą zbliżywszy białą Do tych na wpół otwartych i spuszczonych powiek, Spostrzegła, że to piękne i młodzieńcze ciało To tylko — człowiek?
|
Copyright © 1999-2008 • MIŁOSNE•INFO • Wiersze, wierszyki i miłość