
|
Miasto gas³o miêkko na spoczynek. Cisza siwy rozbija³a obóz, gdy d³ugo w noc spazmowa³y twoje blade nogi. Z jednakim smutkiem poñczochy z nich zdziera³a¶ jak skórê i z cia³em zlepiony szmer bluzki, bezwstydnie kobiecy, skórê równ± rêkom twoim obu, rêkom pachn±cym ¶wie¿o, jak brzóz le¶ne stogi. W sprzêtach tyle l¶ni³o niepokoju, które ¶mia³o b³yszcza³y, jak z bzu, bia³e plecy. Co dzieñ odp³ywam, cia³em pobity, i znowu powracam, t³umi±c [rado¶æ i cz³owieka w porê, p³on±c, na poduszkach rozsypany w podnieceniu dzikiem. Poca³unkami zatrza¶niêty jak drzwi. Potem: przy bladym chwianiu ramion, jak ¶wiecy, w oczach, cicha dziewczynka przez s³omkê pije z³oto i maszeruj± drzewa, odziane l¶ni±cym chodnikiem. Wy³azi z chmur dymi±cy ¶wit, jak góra bolesnych, kobiecych [wnêtrzno¶ci. Ogniem ró¿owym prze¶wieca przez piersi ¿ytni± korê. W szybach siê wlecze z pos³ania od krwi. ¯al mi, gdy dreszcze zostawiwszy w sukni, ca³a nagle oderwiesz siê [z krzykiem, gryz±c me wargi z po¶piechem na po¿egnanie mi³o¶ci.
|
Copyright © 1999-2008 • MI£OSNE•INFO • Wiersze, wierszyki i mi³o¶æ