
|
Bez broszki babci, z³otej z diamencikiem, któr± zgubi³a w ¶cisku na parkiecie, na pó³ boso, bo tylko w poñczochach, trzymaj±c oba pantofelki w palcach, cicho, ¿eby nikogo nie zbudziæ, wróci³a rano taksówk±. Szofer mruczy nad napiwkiem. Ale du¿o siê musi wybaczyæ kobiecie, gdy urodziwa. Trzymaj±c, bo zimno, futerko nad g³ow± otwiera drzwi od kuchni. Chwileczkê marudzi. A potem widzi sw± twarz zgrubia³± przez szybê matow±. W sukni balowej rzuca siê na ³ó¿ko. Zasypia zaraz. Taka szczê¶liwa, bo — to ju¿ szeptem — miêdzy prze¶cierad³em a poduszk± — powiedzia³ jej na balu, ¿e j± kocha .
W ¶nie wiruj± pary. Ona w bia³ej sukni. Orkiestra skrzy siê jazzem. Rytm jej w skroniach dudni. Przystojni mê¿czy¼ni w ¶wie¿ych frakach. Tylko orkiestra nie jest na czarno. Wszyscy w bieli. Da, da, da. Da, da, da. Saksofon zolbrzymiony przez mikrofon bezustannie ³ka. Nie wie, czy na magnetofon czy tak dla niej tylko gra. Wszyscy jej chcieli.
Tu mignie d³ugi dekolt. Tam o¶lepiaj±ce, bia³e plecy. Jak plakaty siê ¶wiec±. I ten przyjemny, lekki pot kobiecy. Ociera siê cicho o rozwarte nozdrza. Taniec za tañcem. Sama nie wie kiedy noc przesz³a szybko do rana. Czu³a siê taka silna i wyspana. Przyciska³ j± do siebie. Poprzez cienk± sukniê czu³a, jak by³ w³ochaty, ca³ym cia³em. Nie jest z kredy, lecz z krwi i ko¶ci. Pierwszy raz poczu³a tak± moc mi³o¶ci.
Kandelabry gas³y. To znów siê pali³y jasno, jakby by³y nie z elektryczno¶ci i br±zu, ale z mêskiej si³y, co jej w krew przez stanik wchodzi³a od niego I tak by³a mi³a. ¦pi teraz mocno. Wir tañca ju¿ usta³. W ¶nie siê u¶miecha. Ma otwarte usta. Czerwone, wilgotne. W k±cikach trochê piany bia³ej, któr± podkre¶la, kiedy w szparach stor z wolna siê rozmodrza ¶wit. Z okna na ³ó¿ku sucho posrebrzany nocy balowej zanik.
|
Copyright © 1999-2008 • MI£OSNE•INFO • Wiersze, wierszyki i mi³o¶æ